Pomóż credit card
Wpłata
PRZEKAŻ DAROWIZNĘ
Wybierz kwotę darowizny:
Wpłata
PRZEKAŻ DAROWIZNĘ PRZY POMOCY BLIKA
1.Wybierz kwotę darowizny:
2.Wpisz kod i zapłać z blikiem:
Zapłać z Blikiem
Wpłata
PRZEKAŻ DAROWIZNĘ PRZY POMOCY WIADOMOŚCI SMS
Jeśli kochasz zwierzęta, wyślij SMS o treści CENTAURUS (numer uzależniony jest od kwoty, którą chcesz wesprzeć naszą Fundację):
- pod numer 74444 (koszt 4,92 zł z VAT),
- pod numer 79799 (koszt 11,07 zł z VAT),
- pod numer 91979 (koszt 23,37 zł z VAT),
- pod numer 92579 (koszt 30, 75 zł z VAT).

Dziękujemy. Sprawdź, co dla Ciebie przygotowaliśmy.
POMÓŻ
PRZEKAŻ DAROWIZNE NA "Egipt"
paypal
Akcja robiona w ramach kampanii
Kochaj Mądrze
Dokonaj Darowizny z imieniem
MAROKO
NA PKO BP

15 1020 5226 0000 6002 0220 0350

Fundacja Centaurus
ul. Wałbrzyska 6-8, 52-314 Wrocław

Możesz pomóc
Wyślij SMS

o treści MAROKO

– pod numer 74444 (koszt 4,92 zł z VAT),
– pod numer 79799 (koszt 11,07 zł z VAT),
– pod numer 91979 (koszt 23,37 zł z VAT),
– pod numer 92579 (koszt 30, 75 zł z VAT).

Egipt
Nasza historia
14 stycznia 2026

Egipt nie zaczyna się dla nas od decyzji o wyjeździe.
Egipt zaczyna się dużo wcześniej. Od ludzi, z którymi jesteśmy w stałym kontakcie. Od wiadomości, które przychodzą regularnie. Od zdjęć i nagrań, które pokazują to samo od lat. Ten sam schemat. Te same mechanizmy. To samo cierpienie.

Od 2022 roku jesteśmy w Egipcie w sposób ciągły. Nie zrywami. Nie akcjami na chwilę. To nie jest miejsce, w którym wystarczy pojawić się raz, pomóc i zniknąć. Tam trzeba być cały czas. Trzeba stale reagować. Stale odpowiadać na kolejne zgłoszenia. Stale poszerzać zasięg pomocy i projekt Zwierzęta Bez Granic. Bo krzywda zwierząt w Egipcie nie ma przerw. Nie ma sezonów. Nie ma momentu wytchnienia.

Ta zbiórka jest o powrocie do Egiptu.
O kolejnej obecności na miejscu.
O tym, żeby dalej robić dokładnie to, co robimy od lat.

I trzeba powiedzieć to wprost.
Egipt jest jednym z najbardziej brutalnych miejsc, jakie widzieliśmy.

Konie są tam eksploatowane do granic fizycznej wytrzymałości. Zajeżdżane dzień po dniu. Bite. Popychane. Zmuszane do pracy mimo ran, kulawizn i bólu. Podkuwane w sposób, który niszczy im nogi. Gumą wycinaną z opon. Drutem. Czymkolwiek, co akurat było pod ręką. Bez wiedzy. Bez empatii. Bez konsekwencji.

Osły są traktowane jak jednorazowe narzędzia.
Zużywa się je.
A potem wymienia na kolejne.

Psy w Egipcie są znienawidzone.
Nie ignorowane. Znienawidzone.

Widzieliśmy psy bite dla rozrywki. Psy ciągnięte za samochodami. Nie przypadkiem. Nie w wypadkach. Celowo. Widzieliśmy ludzi, którzy czerpali satysfakcję z zadawania bólu. Nie po to, żeby „pozbyć się problemu”. Po to, żeby pokazać władzę nad słabszym.

To nie są jednostkowe historie.
To nie są wyjątki.

Byliśmy w setkach stajni.
Rozmawialiśmy z setkami ludzi.
Widzieliśmy, jak łatwo jest tam zajechać jedno zwierzę i natychmiast kupić następne.

Pod piramidami i daleko poza nimi widzieliśmy to samo. Ten sam system. Ta sama logika. Zwierzę ma działać. Kiedy przestaje, przestaje istnieć. Bez pytań. Bez refleksji. Bez odpowiedzialności.

Działaliśmy w miejscach, w których nie chciano, żebyśmy patrzyli.
W których zadawanie pytań było problemem.
W których obecność ludzi z zewnątrz była zagrożeniem.

A mimo to byliśmy tam.
I wracamy.

Bo wiemy, że bez stałej obecności nic się nie zmienia.
A my nie przyjeżdżamy po obrazy.
My przyjeżdżamy po realne działania.

W Egipcie widzieliśmy rzeczy, których nie da się „odzobaczyć”.
Rzucanie kamieniami w psy to tam nie jest szok. To codzienność. Psy odpędzane z ulic, z placów, spod sklepów. Psy, które uciekają nie dlatego, że ktoś krzyknął, ale dlatego, że wiedzą, co zaraz poleci. Kamień. Kij. Cokolwiek, co jest pod ręką.

Nie chodzi o strach przed pogryzieniem.
Nie chodzi o bezpieczeństwo.
Chodzi o przyzwolenie na przemoc.

Widzieliśmy psy bite bez powodu. Psy ciągnięte po ziemi. Psy, które znikają po zmroku. Psy, które rano już się nie pojawiają. I nikt nie pyta, co się z nimi stało. Bo nikt nie czuje się odpowiedzialny.

To samo dotyczy koni i osłów.
Tam zwierzę nie jest partnerem.
Jest sprzętem.

Koń pracuje, dopóki ma siłę stać. Dopóki ciągnie. Dopóki zarabia. A kiedy zaczyna kuleć, kiedy przestaje się opłacać, kiedy ból jest już widoczny, wtedy po prostu się go wymienia. Zajeżdża się go do granic możliwości, a potem kupuje następnego. Młodszego. Tańszego. Sprawniejszego. Bez żalu. Bez refleksji. Bez odpowiedzialności.

Widzieliśmy konie z ranami na nogach, na szyjach, na grzbietach. Widzieliśmy źle podkute kopyta, zniszczone stawy, zwierzęta pracujące w upale bez wody. Widzieliśmy osły przeciążone do granic wytrzymałości, bijące się o każdy krok, bo nie miały już siły iść dalej.

I nikt nie widzi w tym problemu.
Bo system na to pozwala.

Właśnie dlatego tam wracamy.
I właśnie dlatego ta pomoc musi być stała.

Przez te lata obecności w Egipcie zrobiliśmy setki wywiadów. Rozmawialiśmy z ludźmi na ulicach. Z woźnicami. Z właścicielami stajni. Z osobami, które podają się za „opiekunów”. Z ochroniarzami. Z ludźmi, którzy doskonale wiedzą, co robią zwierzętom. I wiedzą, że nic im za to nie grozi.

Działaliśmy pod piramidami i daleko poza nimi. W miejscach turystycznych i tam, gdzie nie zagląda nikt z zewnątrz. Niejednokrotnie pracowaliśmy na granicy bezpieczeństwa. Bo mówienie głośno o przemocy wobec zwierząt w Egipcie nie jest mile widziane. Bo zadawanie pytań jest problemem. Bo kamera bywa zagrożeniem.

A mimo to dokumentowaliśmy to wszystko.
Bo ktoś musi.

I robimy to nie od wczoraj.
Fundacja Centaurus działa od 2006 roku. Od blisko dwudziestu lat jesteśmy tam, gdzie zwierzęta przestają się liczyć w jakimkolwiek systemie. W Polsce i poza jej granicami. Krok po kroku, interwencja po interwencji. Zawsze w terenie. Zawsze wtedy, gdy pomoc jest naprawdę potrzebna, a nie wygodna.

Egipt jest częścią tej drogi. Tak samo jak Maroko, Filipiny, Hiszpania czy inne miejsca, do których docieraliśmy przez lata. Projekt Zwierzęta Bez Granic nie jest nowym pomysłem. Jest efektem doświadczenia, błędów, tysięcy decyzji i tysięcy uratowanych istnień. Jest odpowiedzią na świat, który wciąż produkuje cierpienie szybciej, niż ktokolwiek zdąży je zauważyć.

Dlatego dziś mówimy o Egipcie.
Dlatego wracamy.
Dlatego prosimy Was, żebyście byli z nami dalej.

Bo wiemy, co robimy.
Bo robimy to od lat.
I bo bez tej ciągłości żadna zmiana nie ma szans się utrzymać.

Jeśli chcesz być częścią tej historii, to właśnie teraz.
Pomóż nam wrócić do Egiptu.
Pomóż nam ratować kolejne psy.

Nasze reportaże z Egiptu są dostępne od ponad trzech lat. Na YouTubie możecie zobaczyć pierwsze materiały spod piramid. Zobaczyć, jak wyglądała nasza praca u podstaw. Jak wyglądały pierwsze interwencje. Jak wyglądało leczenie koni, osłów, psów i kotów. Jak wyglądała walka o każdą drobną zmianę.

Te materiały nie powstały po to, żeby szokować.
Powstały po to, żeby nie dało się powiedzieć: „nie wiedziałem”.

Dzięki nim temat Egiptu przestał być wygładzony.
Dzięki nim zaczęto zadawać pytania.
Dzięki nim zaczęły się rozmowy, naciski, reakcje.

I choć wiemy, że reportaż sam w sobie nie zmienia świata, to wiemy też, że bez dokumentacji wszystko odbywa się w ciszy. A cisza jest sprzymierzeńcem przemocy.

Dlatego nasze misje w Egipcie to nie tylko ratowanie pojedynczych zwierząt. To też pokazywanie systemu. Mechanizmów. Skali problemu. To uświadamianie, że to nie są „egzotyczne historie”. To realne życie tysięcy zwierząt.

I właśnie dlatego musimy tam wrócić.
Znowu.

Psy w Egipcie są na samym dole tej hierarchii.
Niżej niż konie. Niżej niż osły. Niżej niż cokolwiek.

Dla wielu ludzi pies nie jest zwierzęciem towarzyszącym. Nie jest istotą czującą. Jest problemem. Przeszkodą. Czymś, co trzeba usunąć z drogi. Z podwórka. Z ulicy. Z widoku.

Widzieliśmy psy bite dla zabawy. Widzieliśmy psy kopane, gdy podchodziły zbyt blisko. Widzieliśmy psy odganiane kamieniami tylko dlatego, że istniały. Widzieliśmy szczenięta wyrzucane poza wioskami, bo „i tak sobie poradzą”. Widzieliśmy psy, które przez całe życie znały tylko głód i strach.

Tam nie ma pojęcia „bezdomność zwierząt”.
Tam jest przyzwolenie na przemoc.

Psy są trute. Czasem oficjalnie, w ramach „porządkowania terenu”. Czasem po cichu, nocami. Bez świadków. Bez dokumentacji. Bez odpowiedzialności. Wystarczy chwila. Garść trucizny. I po problemie.

Byliśmy w miejscach, gdzie psy znikały całymi grupami. Jednego dnia były. Następnego dnia nie było już żadnego. I nikt nie zadawał pytań. Bo wszyscy wiedzieli, co się stało.

Pies w Egipcie nie ma statusu.
Nie ma ochrony.
Nie ma systemu.

Jeśli przeżyje, to dlatego, że trafi na człowieka, który zdecyduje się pomóc. A takich ludzi jest niewielu. I właśnie z nimi pracujemy.

Od 2022 roku współpracujemy z lokalnymi działaczami, którzy każdego dnia zbierają z ulic psy, których nikt inny nie chce widzieć. Psy po wypadkach. Psy z połamanymi łapami. Psy z ranami od lin i łańcuchów. Psy skrajnie wychudzone. Psy, które nie mają już siły uciekać.

To do tych ludzi trafiają psy, które ktoś ciągnął za samochodem.
To oni zbierają psy potrącone i zostawione na asfalcie.
To oni opatrują rany, karmią, leczą i próbują dać choć minimum bezpieczeństwa.

My jesteśmy tam po to, żeby oni nie byli sami.

Dostarczaliśmy karmę. Leki. Materiały budowlane. Pomagaliśmy utrzymać miejsca, w których te psy mogły przetrwać. Wspieraliśmy schroniska takie jak Hody, Esme i ogromne miejsca, w których przebywają tysiące psów. Pomagaliśmy lokalnym osobom prywatnym, które przyjęły pod swój dach więcej zwierząt, niż były w stanie udźwignąć same.

Łącznie w Egipcie pomogliśmy już ponad czterem tysiącom psów.
Nie na papierze.
W realnym świecie.

Każda z tych historii zaczynała się tak samo. Od psa, którego nikt nie chciał. I kończyła się inaczej tylko dlatego, że ktoś się zatrzymał.

Ale ta pomoc nie dzieje się sama.
Nie dzieje się zdalnie.
Nie dzieje się bez obecności.

Żeby ratować psy w Egipcie, trzeba tam być. Trzeba widzieć. Trzeba reagować natychmiast. Trzeba docierać do miejsc, do których nie dociera nikt inny. I trzeba mieć środki, żeby móc to robić dalej.

Dlatego wracamy.
Dlatego zbieramy na kolejny wyjazd.
Dlatego ta zbiórka dotyczy obecności, a nie obietnic.

Są też ci, których już znacie.
Hero. Pies, który jeszcze niedawno ledwo oddychał. Dziś żyje. Dziś chodzi. Dziś ma siłę. Jego przemiana nie była cudem. Była efektem obecności, leczenia i czasu. I waszego wsparcia.

Ale Hero nie był wyjątkiem.

W Egipcie takich historii było więcej. I wciąż są. Psy, które trafiały do schronisk już złamane. Psy, które miesiącami siedziały bez nadziei. Psy, które nikt już nie chciał adoptować, leczyć ani widzieć. Freja. Jack. Dodge. Każde z nich przyszło z inną historią, ale z tym samym finałem, który miał się wydarzyć. Zniknięciem.

Dzięki Wam część z nich dostała coś, czego wcześniej nie miała. Czas. Leczenie. Spokój. Programy sterylizacji, które wsparliśmy, realnie zatrzymały kolejne mioty rodzące się na ulicy tylko po to, by umrzeć. Leczyliśmy najbardziej poranione psie ciała i najbardziej zmęczone psie serca. Te, które nie szczekały już o pomoc, bo dawno przestały wierzyć, że ktoś przyjdzie.

Niektóre z tych psów miały ogromne szczęście. Trafiły do adopcji. Trafiły do ludzi. Trafiły na nas.
Inne zostały na miejscu. Ale żyją. Są karmione. Są leczone. Są bezpieczne. I naprawdę mają się dobrze.

To jest sens tej pracy.
Nie spektakularne momenty.
Tylko codzienna zmiana czyjegoś życia.

I właśnie dlatego chcemy robić to dalej.

Chcemy wrócić do Egiptu.
Chcemy leczyć.
Chcemy pomagać.
Chcemy ratować psy z ulic, zanim będzie za późno.

Ta zbiórka jest o obecności.
O realnym działaniu.
O byciu tam, gdzie psy wciąż czekają.

Jeśli jesteś z nami.
Jeśli byłeś z Hero.
Jeśli widziałeś te przemiany.

Zrób z nami kolejny krok.
Pomóż nam wrócić.
Pomóż nam ratować kolejne psy.