Klementynka
Klementynka weszła w te święta w uprzęży.
Wyszła z nich z wyrokiem.
Jeszcze ciągnęła bryczkę i sanie, jeszcze była potrzebna, jeszcze jej ciało miało wartość, bo dawało ruch innym.
Potem wydarzył się wypadek.
Jaki — nie wiemy.
Handlarz nie chce rozmawiać.
Powiedział tylko, że właściciel ją przeklął i że gdy sezon się skończy, koń też się skończy.
15 1020 5226 0000 6002 0220 0350
Fundacja Centaurus
ul. Wałbrzyska 6-8, 52-314 Wrocław
o treści KLEMENTYNKA
– pod numer 74444 (koszt 4,92 zł z VAT),
– pod numer 79799 (koszt 11,07 zł z VAT),
– pod numer 91979 (koszt 23,37 zł z VAT),
– pod numer 92579 (koszt 30, 75 zł z VAT).
Klementynka weszła w te święta w uprzęży.
Wyszła z nich z wyrokiem.
Jeszcze ciągnęła bryczkę i sanie, jeszcze była potrzebna, jeszcze jej ciało miało wartość, bo dawało ruch innym.
Potem wydarzył się wypadek.
Jaki — nie wiemy.
Handlarz nie chce rozmawiać.
Powiedział tylko, że właściciel ją przeklął i że gdy sezon się skończy, koń też się skończy.

Tak właśnie działa świat koni roboczych.
Nie ma w nim rachunku sumienia.
Jest tylko rachunek ekonomiczny.
Koń nie ma ZUS-u, nie ma chorobowego, nie ma emerytury.
Ma mięśnie, które z czasem słabną, i stawy, które w pewnym momencie zaczynają przeszkadzać.
A kiedy przeszkadzają — przestaje się opłacać.
Klementynka pracowała u jednego człowieka latami.
Długość tej pracy nie została jej policzona na korzyść.
Wręcz przeciwnie — stała się argumentem przeciwko niej.
Bo im dłużej koń pracuje, tym mniej wart jest na końcu.

Z tego, co zrozumieliśmy — bo nikt nie uznał za stosowne opowiedzieć jej historii dokładnie — mieszkała w starej obórce gdzieś na krańcu świata, w zapadłej wsi na Podlasiu.
Życie bez wygód, bez miękkiego podłoża, bez wyboru.
Życie, które trudno nazwać życiem, a łatwo nazwać eksploatacją.
Można by powiedzieć, że nie miała za czym tęsknić.
I właśnie to jest w tej historii najbardziej porażające.
Bo my chcemy Klementynce pokazać, że można inaczej.
Że koń nie musi umrzeć dlatego, że przestał być użyteczny.
Że ostatni rozdział nie musi być dopisany cudzą ręką, w pośpiechu, z kalkulatorem w tle.

Prawie się udało.
Zadzwonił pan Stanisław — chciał zadatkować konia, który całe życie przepracował.
Tysiąc złotych, gest serca, gest pamięci.
Chwilę później zadzwoniła jego żona.
To są pieniądze na leki.
Koń musiał poczekać.
I tak zostaliśmy z Klementynką.
Z koniem, który przez lata nie mógł czekać — a teraz czeka na wszystko.

Do uratowania jej, razem z transportem, potrzebujemy 9500 zł.
Zbieramy tę kwotę do 13 lutego.
To data graniczna — nie w kalendarzu, tylko w życiu jednego konia.
Jeśli się uda, Klementynka przejdzie z trybu „użyteczna” w tryb „ważna”.
Jej ostatni galop nie będzie ucieczką, lecz wyborem.
Położy się pod drzewem, które sama wskaże.
Zamknie oczy nie dlatego, że musi, lecz dlatego, że może.
Fundacja Centaurus
ul. Wałbrzyska 6-8
52-314 Wrocław
PKO BP 15 1020 5226 0000 6002 0220 0350
Dla wpłat zza granicy
Swift/Bic: BPKOPLPW
IBAN: PL15102052260000600202200350
PKO BP Odział I we Wrocławiu
ul. Wita Stwosza 33/35
50-901 Wrocław
Dla wpłat za granicy i wpłat stałych (Raiffeisen Bank):
PL36 1750 1064 0000 0000 2257 6747 (wpłaty w PLN)
PL17 1750 1064 0000 0000 2257 6798 (wpłaty w EUR)
Konto Klub Centaurusa
13 1020 5226 0000 6302 0398 3293
PL
EN

















