Przez wiele miesięcy Bubu żył z bólem, którego chyba nie da się zmierzyć żadną skalą.
Takie rany nie powstają w jeden dzień.
Nie pojawiają się w tydzień.
Narastają powoli.
Najpierw jest rana. Potem zakażenie. Potem obumiera skóra. Odsłonięte tkanki. Muchy. Brud. Kolejny dzień. Kolejny ból. Kolejna noc. I znowu następny dzień, w którym nikt tego nie zatrzymuje.

Kiedy Bubu trafił pod opiekę lekarzy, nie zobaczyli tylko psa z rozległymi ranami.
Zobaczyli miesiące zaniedbań.
I chyba właśnie to porusza najbardziej.
Bo patrząc na niego, trudno uwierzyć, że tak długo nikt nie przerwał tego cierpienia.
Jeszcze zanim rozpoczęły się badania, jego oczy mówiły więcej niż całe opisy medyczne.
Nie było w nich złości.
Nie było nawet strachu.
Było zmęczenie.
Takie, które pojawia się wtedy, kiedy ból staje się codziennością.
Dziś Bubu przebywa w klinice weterynaryjnej w Albanii.
Ale chciałbym Wam powiedzieć jedną rzecz.
To nie jest moment, w którym możemy napisać, że wszystko będzie dobrze.
To dopiero początek.

Lekarze walczą z rozległym zakażeniem, uszkodzonymi tkankami, odwodnieniem i skutkami wielu miesięcy cierpienia. Każdego dnia oczyszczają jego rany, zmieniają opatrunki, podają silne antybiotyki, leki przeciwbólowe, kroplówki i robią wszystko, żeby jego organizm dostał jeszcze jedną szansę.
Od pewnego czasu poznajemy Albanię od strony, której większość ludzi nigdy nie zobaczy. Poznajemy niewielkie schroniska i ludzi, którzy każdego dnia próbują ratować zwierzęta często zupełnie sami. To właśnie tam trafiają psy takie jak Bubu. Psy, które przez zbyt długi czas żyły z bólem, bo wcześniej nikt nie wyciągnął do nich ręki.

Bubu jest jednym z blisko pięćdziesięciu psów znajdujących się pod opieką tego niewielkiego schroniska.
Każdy z nich ma swoją historię.
Dziś poznaliście jego.
I bardzo prosimy Was o pomoc.
Nie tylko po to, żeby opłacić leczenie Bubu.
Ale także po to, żeby ludzie, którzy każdego dnia ratują takie psy w Albanii, mogli robić to również jutro.
Bo Bubu nie jest wyjątkiem.
Jest jednym z wielu.
I właśnie dlatego tak bardzo potrzebuje nas wszystkich.