❗️Za Tulipana. Za jego życie. 1200 zł zadatku do końca weekendu.
Jedziemy obejrzeć kucyka. Na miejscu samochody, ruch, załadunek. Z tyłu kolejne zwierzę wprowadzane na transport, tutaj trzeba przejść, tam się odsunąć. Krzyki lecą przez podwórze. Od rana każdy zdenerwowany, każdemu się spieszy. Listopadowy chłód wchodzi pod kurtkę, dłonie marzną, telefon coraz trudniej utrzymać w palcach. I w sam środek tego wszystkiego wyprowadzają nam Tulipana.
Małego, łaciatego kuca. Staje przed nami z liną na głowie, podczas gdy za nim nadal trwa załadunek. Ledwie możemy mu się przyjrzeć, już trzeba rozmawiać. Handlarz ma swoje sprawy, swoje nerwy, swój humor. Nie zatrzyma przecież całego podwórza, bo przyjechaliśmy po jednego kucyka. A Tulipan znalazł się pomiędzy tym wszystkim. Awanturą, pośpiechem, ciężką pogodą i człowiekiem, od którego zależy, ile czasu nam da.
Próbujemy ustalić warunki. Trzeba zrobić zdjęcia, pokazać Wam Tulipana, zdążyć opowiedzieć o nim, zanim zapadnie decyzja o jego wyjeździe. Wokół nadal podniesione głosy, auta czekające z tyłu. Tak trudno skupić się na jednym zwierzęciu, kiedy wszystko pogania, przeszkadza, domaga się uwagi. A przecież przyjechaliśmy właśnie dla niego. On musi się teraz zmieścić w rozmowie o pieniądzach, w cierpliwości handlarza i w czasie, który zdołamy wyprosić.

Mamy ten weekend. Potrzebujemy 1200 zł zadatku. W poniedziałek rano musimy być u handlarza i wpłacić pieniądze za Tulipana.
Tulipan stoi blisko, na wyciągnięcie ręki. Można dotknąć jego szyi, odgarnąć grzywę z czoła. Jesteśmy przy nim, ale wciąż nie możemy go zabrać. Handlarz czeka na zadatek, a my dopiero musimy go zebrać. Za chwilę odjedziemy i przez cały weekend będziemy próbować zamienić te kilka zdjęć w pomoc dla tego jednego kucyka. On zostanie tutaj, gdzie kolejne samochody podjeżdżają po zwierzęta.
A potem jeszcze wsiąść tam, gdzie każą.
Za jego plecami trwa załadunek. Właśnie dlatego tak trudno słuchać, że mamy jeszcze weekend. Tutaj widać, jak szybko koń może zniknąć z podwórza. Jeszcze przed chwilą stał przy człowieku, za moment jest już w transporcie. Zostaje miejsce po nim i następna sprawa do załatwienia. Tulipan też może tak wyjechać. Na ubój, jeśli nie zdołamy zatrzymać jego sprzedaży.
Robimy zdjęcia w tym całym zamieszaniu. Na nich zobaczycie przede wszystkim kucyka. Białą łatę, potarganą grzywę, różowy fragment chrap. Nie usłyszycie krzyków spoza kadru ani tego, jak rozmowa o jego życiu musi przeciskać się pomiędzy kolejnymi sprawami handlarza. Dlatego piszemy. Żeby za zdjęciem nie zginęło to, co najważniejsze: Tulipan nadal tam jest. A my musimy do niego wrócić z pieniędzmi.

Bardzo chcemy, żeby następny załadunek był już początkiem jego ratunku. Żeby można było spokojnie przeprowadzić go do przyczepy i zabrać do naszych uratowanych kucyków. Po przyjeździe dać mu odpocząć, zapewnić opiekę, sprawdzić stan zdrowia. Zająć się wreszcie samym Tulipanem, poświęcić mu tyle czasu, ile potrzebuje. Dziś na tym podwórzu o ten czas trzeba walczyć.
Dlatego przez cały weekend zbieramy na jego zadatek. Po pięć złotych, po dziesięć, po dwadzieścia. Tyle, ile możesz dołożyć. 1200 zł pozwoli nam wpłacić zadatek i zyskać czas na dokończenie wykupu. To pierwszy krok, który musimy zrobić, żeby Tulipan miał dokąd wyjechać po życie.
Kiedy stamtąd odjeżdżamy, on zostaje. My zabieramy zdjęcia, ustalony termin i odpowiedzialność za to, co z nimi zrobimy. Za chwilę pokażemy Ci małego, łaciatego kuca. Bardzo proszę, zatrzymaj się przy nim. Pomóż nam doprowadzić tę historię dalej niż do wizyty u handlarza.
RUSZAMY Z WIELKĄ WEEKENDOWĄ AKCJĄ DLA TULIPANA. 1200 ZŁ ZADATKU DO KOŃCA WEEKENDU. W PONIEDZIAŁEK RANO MUSIMY WPŁACIĆ PIENIĄDZE.
WPŁAĆ, ILE MOŻESZ. UDOSTĘPNIJ. POMÓŻ NAM WRÓCIĆ PO JEGO ŻYCIE. ❤️
Koniec zbiórki
8 listopada, 2026
Wpłać darowiznę bezpośrednio na konto Fundacji.