24 godziny centaurusa
24 godziny w CENTAURUSIE.
Wyobraź sobie największe schronisko dla koni na świecie.
A teraz wyobraź sobie, że jutro rano musisz je utrzymać.
Nie za miesiąc. Nie kiedy zbierzesz pieniądze.
Jutro.
Przekaż darowiznę przy pomocy
karty kredytowej

15 1020 5226 0000 6002 0220 0350
Fundacja Centaurus
ul. Wałbrzyska 6-8, 52-314 Wrocław
o treści CENTAURUS
pod numer 74444 (koszt 4,92 zł z VAT)
pod numer 79799 (koszt 11,07 zł z VAT)
pod numer 91979 (koszt 23.37 zł z VAT)
pod numer 92579 (koszt 30,75 z VAT)
24 godziny w CENTAURUSIE.
Wyobraź sobie największe schronisko dla koni na świecie.
A teraz wyobraź sobie, że jutro rano musisz je utrzymać.
Nie za miesiąc. Nie kiedy zbierzesz pieniądze.
Jutro.
Bo 1500 koni nie może poczekać. Setki innych zwierząt też nie. I jeszcze trzeba utrzymać ludzi, którzy przy nich pracują, bo dla nich to nie dorywczy wolontariat, ale dyspozycyjność 24 godziny na dobę.
To co, ruszamy?
.png)

.png)
Centaurus to ogromny, żywy organizm. Konie – dokładnie grubo ponad 3000 uratowanych, a 1500 na utrzymaniu. Codziennie. Są też psy, w kilku ośrodkach. Jak konie. No i osły, które kwiczą rano o śniadanie. Koty? Też są. Te chore w kociarniach. I te zdrowe biegające luzem po stajniach. Osły! Nie zapominaj o uszatych. Około 200. No i wiadomo – krowy też są w Centaurusie. Bez krów nie ma ośrodka. Nie zabraknie Ci wielbłądów. I setek kóz. No i lisów uratowanych z fermy. Gdzie się nie ruszysz, swoje ślepia wlepiają w Ciebie owce, ogromne stada. Wśród nich barany, i nie mówię o tych ludzkich. No świnie wiadomo, że są, były i będą. Więc choć koni jest najwięcej – to reszta wcale nie jest jakoś niezauważalna – wręcz przeciwnie. Ośrodki na 1000 ha aż trzeszczą.
Tysiące istnień. I jedna odpowiedzialność.
Nasza.
Każdego dnia.
.png)
.png)
.png)
.png)
Utrzymanie tego miejsca to czysta matematyka.
Tyle ton siana. Tyle worków paszy. Tyle litrów wody. Tyle leków. Tyle paliwa. Tyle rąk do pracy. Tyle kilometrów ogrodzeń. Tyle rachunków. Jedna doba to często dziesiątki tysięcy złotych.
I to jest ta łatwiejsza część.
Bo matematykę można policzyć.
Życia nie.
Jest 6:00.
Okazuje się, że część dostawy siana jest spleśniała. Pierwsze bele były dobre, kolejne już nie.
Nie nakarmisz nim koni. Trzeba znaleźć nowe. Natychmiast. Nie jutro. A jest sobota. Słabo, nie?
.png)
.png)
Jest 8:40. Nie ma wody na jednym z wybiegów. Pompa. Trzeba naprawić. Albo wymienić.
Koni nie interesuje dlaczego z kranu nic nie leci. Chcą pić.
11:15. Telefon.
Jedzie kolejny transport. Kolejne konie. Dwa, które wracają z adopcji. Bo ktoś wyjeżdża za granicę, za pracą. Mówi, że nawet nie stać go żeby ten zwrotny transport płacić. No i co? No to wiadomo, że koni nie zostawimy w polu. Mimo, że zgodnie z umową obowiązek leży po stronie adoptującego. Wysyłamy transport. Trzeba płacić. Z reguły 2-3 tysiące.
Nie było ich we wczorajszym planie. Ale już są. Bo ktoś nie mógł się zdecydować.
I jadą dwa kucyki z targu. Normalnie nie bierzemy ot tak, ale ktoś zadzwonił, że wykupił – i jeden się dusi a drugi ma obrzęk na nodze i chodzi na trzech. Dzisiaj już są naszą odpowiedzialnością.
Trzeba zrobić miejsce. Dać siano. Aha! A siano w trakcie zwożenia, bo przecież tamto zapleśniało.
Wodę trzeba dać. Ech ta pompa. Kolejne kilkaset złotych. Czasem to po prostu naturalne zużycie. Nie pytaj ile kosztowały te wszystkie studnie.
Obejrzeć każdego konia też trzeba. Obchód. Takich obchodów jest kilka dziennie. Do tego zatrudniamy ludzi, bo wolontariusz raz może, raz nie.
Czasem od razu trzeba wezwać weterynarza. Nie pytaj ile za to. Od kilkuset zł do kilku tysięcy, jeśli do kilku koni.
Od tej chwili te wszystkie zdarzenia zostają w naszych rachunkach na każdy kolejny dzień.
.png)
.png)
14:30. Traktor odmawia posłuszeństwa. Ten, którym rozwozimy siano. Dowieźli nam wreszcie to siano, ale co z tego. Chłopaki muszą toczyć baloty. Już wiedzą, że zostaną do północy na terenie. A my za nadgodziny musimy im dopłacić. To oczywiste. No i często kolejnego dnia ledwo stoją na nogach. Ale ludzi do pracy i tak brakuje, wszędzie. Polityka antyimigracyjna daje nam się we znaki. A w okolicy trudno o dobrych pracowników. W zasadzie, to ich nie ma.
Można powiedzieć więc, że maszyna się zepsuła. Tylko kogo to obchodzi – 1500 koni nadal musi dostać jeść.
Awaria nie zatrzymuje głodu.
17:20. Ogrodzenie nie wytrzymało. Może przewróciły je konie. Może zrobiła to pogoda. Nie ma znaczenia. Przed nocą musi stać. A noc, jak widzisz, już za moment.
18:15. Przychodzi dwóch chłopców, dostali ofertę lepszej pracy. Za tydzień odchodzą. Pizzeria pod Warszawą płaci prawie 7000 zł. I nie pracujesz w 30 stopniach ani w mrozie czy deszczu. I nie w soboty. Nikt w nocy do pizzy Cię nie zerwie. Przykro im, ale chcą pieniędzy dla swoich rodzin. Rozumiemy. My 7000 zł podstawy nie damy, bo skąd. Ale dwóch mniej, to już dramat.
19:10. Koza zachorowała. W sumie trzy. Nie chcą jeść. Nie zjadły kolacji. Weterynarz. Trzeba czekać. Będzie po 21.00.
.png)
.png)
21:40. Koń ma kolkę. Weterynarz. Musi się cofnąć. Jak już jest, to może zobaczy kota, bo ktoś podrzucił, bo znalazł potrąconego. Kot w stanie bardzo złym. Transport. Klinika. Weterynarz nie zgadza się na żadne zdjęcia, więc nawet nie ma jak robić zbiórki. 1200 zł i kot musi zostać kilka dni. Finalnie może wyjść nawet 4000 zł. Zdjęć nadal nie można zrobić. Wychodzimy załamani. Ale nie rezygnujemy. Bo ten kot nikogo nie ma. Ale to wiesz.
Rachunek, kolejny, którego rano nie było w żadnym budżecie.
02:07. Ktoś puka do bramy. Chora koza. Jechał, nie wie co z nią zrobić. Liczył, że będzie na 19:00, ale złapał gumę. Jest teraz. Robimy wielkie oczy, tak prosto pisząc. Jaka koza? Człowiek się miesza. Szuka w telefonie. Pomylił organizacje. Ale skoro już tu dojechał, to zostawi tę kozę przecież, bo rano musi być w pracy.
A u nas? No przecież chłopcy i tak zaraz wstają, to mogą wstać 3 godziny wcześniej. Przecież jesteśmy schroniskiem...
Uśmiechamy się. Bierzemy kozę, zrzeczenie. Mamy na pokładzie technika weterynarii, który stwierdza, że koza może zaczekać do rana.
Choć w zasadzie już jest rano. O 5 ma być transport siana. Czyli za moment.
Chłopcy idą, piją kawę, którą dostali od Was. Bo oni sobie na kawę sami nie pozwolą. Ani na ciastka.
Tak wygląda wiele 24 godzin w życiu naszych ośrodków – to nie jest opis wyjątkowego dnia. Ani nocy.
No i – co robisz? Gdybyś miał tam być i tym zarządzać, a zarządzać bez opłacenia tych wszystkich rachunków się nie da?
Mówisz, że dzisiejszy budżet właśnie się skończył?
Że klinika nie była przewidziana?
Że może jutro?
Nie ma jutra.
Siano, pompa, traktor.
Samochód.
Klinika.
Jedziemy!
A czasami życie ma jeszcze inny scenariusz.
Ratujesz świnię. Po jakimś czasie okazuje się, że nie przyjechała sama. Rodzi.
Nagle zamiast jednego zwierzęcia masz całą rodzinę. Potrzebujesz więcej miejsca.
Większego wybiegu.
Więcej ściółki.
Więcej jedzenia.
Więcej ogrodzenia.
Nie za pół roku.
Teraz.
Bo małe świnie mają jedną niezwykłą właściwość.
Rosną.
I właśnie tak wygląda Centaurus.
Nie tabela w Excelu. Nie magazyn. Żadna fabryka.
Życie. A życie nie pyta o budżet.
Nie sprawdza, czy jest weekend.
Nie wie, że jest druga w nocy. I nie, nie czeka na wypłatę. Nie interesuje go, że traktor właśnie się zepsuł.
Życie po prostu się wydarza.
⸻
A pod tym wszystkim każdego dnia pozostaje ta sama, bezlitosna matematyka.
1500 koni trzeba nakarmić.
Setki pozostałych zwierząt trzeba nakarmić.
Trzeba dać im wodę.
Posprzątać. Leczyć. Doglądać. Naprawiać. Wozić. Ratować. Witać, i żegnać.
I następnego ranka zrobić to jeszcze raz.
Dlatego ta zbiórka jest na jedną dobę. Tylko jedną.
24 godziny największego schroniska dla koni na świecie.
Chcemy zebrać środki na jedną pełną dobę działania Centaurusa.
Na to, co możemy policzyć.
I na to, czego przewidzieć nie potrafimy.
Na siano. Paszę. Wodę. Paliwo. Leki. Weterynarzy. Transport. Ludzi. Naprawy.
I ten jeden telefon, który zawsze przychodzi wtedy, kiedy nie powinien.
Nie prosimy Cię dzisiaj o uratowanie 1500 koni.
To brzmi jak coś niemożliwego.
Prosimy Cię o 24 godziny.
Pomóż nam przeprowadzić je przez jedną dobę. Od pierwszego porannego karmienia. Przez awarie, telefony, transporty i kliniki. Aż do ostatniego nocnego obchodu.
I dalej. Do świtu.
Bo jutro rano 1500 koni znowu podniesie głowy. Psy zaczną czekać przy miskach. Kozy zrobią zamieszanie. Krowy ruszą do jedzenia. Koty pojawią się nie iadomo skąd. Jak ten gość przy bramie.
A gdzieś na drugim końcu ośrodka ktoś otworzy kolejną belę siana.
I zacznie się następna doba.
Pomóż nam do niej dotrzeć.
Podaruj Centaurusowi jedną dobę.
Darowizna 5 zł, 10 zł.
Zamiast kawy na stacji, batonika, czy czegoś co ma małe znaczenie dla Ciebie, bez czego sobie łatwo poradzisz.
Bo dla Ciebie to może być jedno kliknięcie.
Dla nich – kolejny świt.
Ul. Skarbowców 23a / Budynek B3
53-025 Wrocław
Rachunek bankowy do wsparcia akcji:
PKO BP 15 1020 5226 0000 6002 0220 0350
Dla wpłat zza granicy
Swift/Bic: BPKOPLPW
IBAN: PL15102052260000600202200350
Rachunek bankowy Klubu Centaurusa (darowizn regularnych):
PKO BP 58 1020 5242 0000 2302 0628 7298
PKO BP Odział I we Wrocławiu
ul. Wita Stwosza 33/35
50-901 Wrocław
Dla wpłat za granicy i wpłat stałych (Raiffeisen Bank):
PL36 1750 1064 0000 0000 2257 6747 (wpłaty w PLN)
PL17 1750 1064 0000 0000 2257 6798 (wpłaty w EUR)
Konto Klub Centaurusa
13 1020 5226 0000 6302 0398 3293


