fbpx
SamicaW adopcji wirtualnejWszystkie

Panama

11 czerwca 2008 28 kwietnia, 2020 No Comments
WSTECZ

Panama trafiła pod skrzydła fundacji po latach pracy w rekreacji i sportowych klubach. Okazało się, że ma wyeksploatowane stawy i rozszczepy w kręgosłupie – była ulubienicą wielu stajni, co często dla takiego konia kończy się boleśnie. Jest bezwzględną przywódczynią i ogromną złośnicą wobec innych koni na spółkę z Izoldą, ale pozostaje niezwykle łagodna wobec człowieka i lubi kontakt z opiekunami.

Jej ukochany to Herkules, a ona ma Pełną Podstawową Wirtualną Adopcję.

Więcej

Podstawowe informacje

  • koń
  • klacz
  • z nami od 11.06.2008

Dokonaj darowizny z imieniem
PANAMA
na PKO BP
15 1020 5226 0000 6002 0220 0350

Możesz pomóc
wysyłając SMS o treści CENTAURUS
pod numer 7412
i pobierając tapetę

(koszt 4,92 z VAT)

Moja historia

Losy łaciatej piękności

Pierwszy raz spotkałam Pamcię wiele lat przed założeniem Centaurusa, kiedy jeszcze uczyłam się jazdy wierzchem. Była potężnym, łaciatym koniem, w którego wpatrywałam się całymi  godzinami. Ale jednocześnie była koniem zarezerwowanym dla stałych klientów VIP – bardzo energetyczna, żywiołowa, umiała różne cyrkowe sztuczki. Wiele urodziwych koni żyło w owej stajni, niektóre zapewne od Pamci ładniejsze, ale dla mnie wydawała się ideałem. Samo  patrzenie na nią w ruchu sprawiało, że w głowie mi wirowało.

Czasem po prostu wieszałam się na drewnianych belkach wybiegu i spoglądałam na nią, jak dostojnie przechadza się po pastwisku, protekcjonalnie traktuje inne konie, samotna, ale niezwykle charyzmatyczna. Nie była łasa na marchewki, miała jedynie ulubione ciastka. Nie to, żeby dbała o figurę. Pam była zawsze solidnej postury. Ani pięknej grzywy, ani doskonałego pochodzenia. Ale miała w sobie coś, taką swoistą moc, która odwracała uwagę od wszystkiego wkoło.

Często przyjeżdżał do tej stadniny także solidnej budowy Pan z Wrocławia i dosiadał łaciatej. Nieraz używał bata, krzyku, kosztem  konia prezentował się przed towarzystwem. Panama wracała z wyjazdu w teren spocona, zadyszana, zmęczona, z obolałymi plecami. Z daleka obserwowałam, jak Panem – podczas niezdarnego galopu po zaoranym polu – rzuca po kręgosłupie łaciatej na prawo i lewo, ale niczego zrobić nie mogłam, chociaż miałam nieprzyzwoitą ochotę skomentować jego umiejętności.

Właściciel milczał, w końcu klient nasz Pan.

 

Marzyłam wtedy, żeby pewnego dnia odkupić Panamę i puścić na pastwisko, i po prostu patrzeć. Jeździłam tam wiele miesięcy, aż pewnego dnia Panama po prostu zniknęła. Została oddana gdzieś do szkółki, nikt nie chciał mi powiedzieć gdzie, bo i po co. Byłam tylko dzieciakiem, jakich wiele przewinęło się przez ten ośrodek.

 

O Panamie musiałam zapomnieć.

 

Znalazłam ją jakiś czas później na stronach internetowych ośrodka szkoleniowego. Była tam głównym koniem, szkoliła przyszłych instruktorów. Pomyślałam, że to chyba lepsze niż wspomniany Pan, który uskuteczniał galopady po polach. I spokojnie trwałam w tym przekonaniu, dopóki owego Pana nie spotkałam i w rozmowie nie wyszło, że właśnie robi papiery instruktora.

 

 

 

Wtedy znowu wróciłam na stronę. Zadzwoniłam, czy Pam nie jest na sprzedaż. Nie była. Pracowała po osiem godzin dziennie. Okazała się zbyt cenna dla ośrodka. Ponoć już wtedy miała problemy z kręgosłupem, ale wystarczyło ostrzykiwanie pleców lekami i objawy chwilowo znikały. Co stanie się z Panamą na starość – nikt się nie martwił. Przecież wtedy już jej w ośrodku nie będzie…

 

Spotkałyśmy się z łaciatą kilka lat później, kiedy już działał Centaurus. Znajomy zapytał, czy może na kilka dni wstawić konia do nas, bo nie ma miejsca w stajni u siebie. Oczywiście zgodziłam się, prowadziliśmy też hotel, liczył się każdy grosz. Na podwórze wjechała zielona, zardzewiała bookmana. Opadł trap i moim oczom ukazała się Ona! Nie sądziłam, że kiedyś ją jeszcze w ogóle zobaczę. Łzy napłynęły mi same. Wyszła energicznie, do stajni wręcz biegła. Mimo to wydała mi się bez życia, jakby całe z niej gdzieś po drodze uleciało.

 

Kolejne dni spędziłam, spacerując z nią i oglądając wszystkie łatki, głaszcząc chrapy i rozczesując rzadką, marną grzywę, która dla mnie była najpiękniejsza. Minęło kilka tygodni, jednak czas stał jakby miejscu. Miałam werwę do pracy, tysiące pomysłów,  entuzjazm i wiarę, i to wszystko dawała mi ona. Całe dnie obserwowałam, jak się pasie – była dla mnie radością i nostalgią, tęsknotą za tym, co minęło. Patrzyłam i widziałam, jak się postarzała. Nadal żywiołowa, ale już bardziej dama. Rozważna, kulturalna, choć złośnica. Kręgosłup doskwierał coraz mocniej, pod drobnym naciskiem cała się wyginała. Nie wiem, dlaczego sądziłam, że to jej ostatni przystanek, że już nigdzie stąd nie pójdzie.

 

Miałyśmy ulubione miejsce tuż nad rzeką, gdzie trawa była bardziej zielona i soczysta. Tam często wymykałyśmy się wczesnym rankiem poskubać co nieco. Pewnego dnia, gdy jak zwykle poszłam po długą lonżę i zbliżałam się do stajni, zobaczyłam, jak wychodzi z niej znajomy, a za nim dumnie kroczy Ona. Poczułam wtedy, jak serce staje mi w miejscu, a świat wkoło robi się niewyraźny. Chociaż… dlaczego mnie to zaskoczyło? Przecież koń nie był mój, nikt nie mówił, że tu zostanie. Nie umiałam prosić, nie odnajdywałam się w tej roli, ale wtedy to nie miało znaczenia. Nie bacząc na to, co mówię, zwyczajnie błagałam kolegę, aby ją zostawił, byłam gotowa sprzedać wszystko, aby nigdy już nie tracić łaciatej z oczu. Kiedy kolega pozostawał nieugięty, proponowałam, że będę finansować jej utrzymanie – byleby tylko nie musiała pracować. Bo, jak się okazało, jakaś stajnia wydzierżawiła Pamcię do pracy w zaprzęgu. Wiedziałam, że jej kręgosłup może tego nie wytrzymać. „Nie przesadzaj, to koń i nic mu nie będzie, każdy na coś umrze” – skwitował kolega i załadował klacz do przyczepy, po czym odjechał.

 

Nie rezygnowałam, choć nie miałam żadnego asa w rękawie. Obiecałam sobie, że nadejdzie dzień, kiedy Pam odetchnie, przestanie być atrakcyjną rozrywką dla towarzystwa. Tułała się potem po wielu stajniach. Szybko okazało się bowiem, że Panama nie umie chodzić w zaprzęgu. Z przerażenia zdemontowała dyszle, mało nie połamała nóg. Była w międzyczasie koniem cyrkowym, szkółkowym, do nauki i na pokazy. Eksploatowano ją w każdy możliwy sposób. Ja rozwijałam w tym czasie fundację, o Panamie nigdy nie zapomniałam, ale znowu pogodziłam się w duszy z faktem, że zapewne nigdy jej już nie zobaczę.

 

Ratowaliśmy kolejne konie, nasze stado się powiększało w tempie zawrotnym. Nie było czasu na wspomnienia, nie było miejsca na tęsknoty i nostalgię. Dni i noce zapełniły się pracą. Potrzebowało nas wiele zwierząt. Czuliśmy się spełnieni. Tylko czasem zerkałam na stare zdjęcia i zastanawiałam się, co dzieje się u mojej łaciatej staruszki, gdzie jest i czy ktoś się o nią troszczy, czy sprawdza jej obolałe nogi i masuje spracowany grzbiet. Ale po chwili musiałam wracać do rzeczywistości. Pozostawało mieć nadzieję.

 

Pewnego dnia podjechałam pod jedną bramę. Szukaliśmy karmy dla koni, a znajomy sprzedawał czasem owies, kukurydzę i inne smakołyki. Negocjowaliśmy cenę zboża, stojąc na polnej drodze przy wybiegach dla koni. Była piękna wiosna, wiał lekki wiatr, w powietrzu wirowały pyłki, wszystko tańczyło i budziło się do życia Patrzyłam na cudowny las pochylający się z kierunkiem podmuchów, zielone krzewy przeplatające się z polnymi kwiatami i stado koni przemykające pomiędzy nimi. Nagle zza drzew wyłoniło się coś łaciatego. Ona żyje, jest, ma się całkiem dobrze, cała i zdrowa, a przynajmniej względnie sprawna! Poczułam, jak wszystko mi drży, czułam się jak małe dziecko, które po latach widzi ukochaną i spragnioną osobę lub miejsce, coś, o czym nawet przestało marzyć, bo było nierealne. Przebiegła obok mnie lekkim galopem. Przystanęła przy krzewach, położyła się. Ale kładła się powoli, z daleka widziałam, że sprawia jej to trud. Leżała tak przez godzinę. Potem wstała i powolnym krokiem zmierzała do cienia, skubiąc trawę raz po raz…

 

 

Czułam się inaczej niż ostatnim razem, kiedy nie mogłam nic zrobić. Wiedziałam, że zmieniłam się przez te lata. Nauczyłam się prosić i walczyć o swoje. Przy tej ilości koni nabyłam praktyki. W jednej sekundzie poczułam, że tym razem bez niej nie wyjadę za bramę, nie pozwolę, aby poszła tyrać po 10 h dziennie. Nie pamiętam ani słów, ani konkluzji, ani ceny. Po paru godzinach podjechałam po łaciatą, zabrałam gdziekolwiek – bo u nas miejsca nie było. Stanęła w małej stajni pod Wałbrzychem. Miała jedną koleżankę i sporą łąkę. Bywałam rzadko, ale czułam, że jest wreszcie bezpieczna. Na dotknięcie kręgosłupa, lekki nacisk, kładła się na ziemi. Nogi puchły coraz mocniej. To był dla niej ostatni moment. I zdążyła. Weterynarz stwierdził zwyrodnienia wyrostków kolczystych oraz inne zmiany. Panama byłaby dla ośrodków jeździeckich za chwilę bezużyteczna.

 

Dziś ma swoje stado, rozsadza ją energia, jest uroczą, starszą Panią, choć nie zawsze damą. Bywa złośliwa, ale robi to z taką gracją i magią, że nie sposób się na nią złościć. Rzadko ją widuję, zazwyczaj biega gdzieś miedzy końmi, urządza galopady i ochoczo wdaje się we wszelakie konflikty.

 

Dziś, jako 24-letnia babcia, ma swoją zasłużoną emeryturę. Nikt jej nie eksploatuje, nie krzyczy i nie pogania. Zakończyła końską tułaczkę. Tylko czasem, kiedy mam chwilę i idę na nią popatrzeć, zastanawiam się, ile takich łaciatych Panam tuła się nadal po różnych ośrodkach. I na ile z nich ktoś czeka, a ile po cichu przeminie. Zapomniane i zużyte, łaciate, gniade i kare pojadą w ostatnią podróż. Tylko dlatego, że tak jest świat urządzony.

 

 

Autor: Ewa Mastyk

Przekaż Darowiznę

Wpisz dowolną kwotę darowizny na rzecz Fundacji Centaurus.

10 zł

Pomoże pokryć jeden posiłek dziennie dla konia pod naszą opieką.

50 zł

Pomoże pokryć koszty utrzymania i wyżywienia naszych podopiecznych
w folwarku.

100 zł

Pomoże zapłacić za awaryjną opiekę weterynaryjną dla chorego lub zranionego zwierzęcia domowego.

W razie pytań skontaktuj się z nami pod numerem +48 518 569 487

Czekają na Twój gest!

ApeleObecnie ratowaneSamiecWszystkie
13 sierpnia 2020

Karmel

Karmel wpatruje się w bezkresną ciemność, jakby szukał w niej nadziei. Ale wkoło unosi się tylko wilgoć. I rozpacz. Nikt nie usłyszy jego rżenia, nikt nie spostrzeże, jak bardzo jego…
CZYTAJ DALEJ
ApeleObecnie ratowaneSamiecWszystkie
13 sierpnia 2020

Neptun

A kiedy dla grubego, potężnego konia nie ma już alternatyw, otwierają się ostatnie drzwi. Te, za którymi nie ma już nic. Neptun stoi u progu tych drzwi, ogląda się na…
CZYTAJ DALEJ
ApeleObecnie ratowaneSamiecWszystkie
13 sierpnia 2020

Natan

Pan Natana poszedł do szpitala. I nigdy z niego nie wyszedł. Wiek, starość, choroba, cokolwiek go tam zatrzymało i przeniosło na drugą na drugą stronę nieboskłonu - osierociło Natana.Dokonaj darowizny…
CZYTAJ DALEJ
ApeleObecnie ratowaneSamicaWszystkie
13 sierpnia 2020

Husarka

Oto Polska, kraj ułańskich tradycji, a przoduje w hodowli koni na mięso. Zabijamy je tysiącami. Ekonomia odbiera im życie, bo to się opłaca bardziej niż ich trzymanie. A że każdy…
CZYTAJ DALEJ

Dziękują za Twoją pomoc

ApeleDo adopcji wirtualnejSamicaWszystkie
17 lipca 2020

Luna

Młodziutka Luna zaprasza do zaopiekowania się nią na odległość. Malutka jest nieśmiała, ale gdy ma mamę tuż obok potrafi dokazywać! Pełna kwota Wirtualnej Adopcji Luny to 300 zł miesięcznie. To…
CZYTAJ DALEJ
Do adopcji realnejDo adopcji wirtualnejSamicaWszystkie
6 lipca 2020

Ostatnia

Ostatnia, mama Stefana z anielską cierpliwością uczy go końskiego savoir-vivre i macierzyństwo pochłonęło ją całkowicie. Poszukujemy dla Ostatniej stałych sponsorów, którzy wsparliby jej utrzymanie. Podstawowy kosz utrzymania Ostatniej sięga 700…
CZYTAJ DALEJ
Do adopcji wirtualnejSamiecWszystkie
24 czerwca 2020

Kłapouchy

Synek Kromki otrzymał imię Kłapouchy. Kłapouchy czuje się dobrze, mamine mleczko mu bardzo smakuje i rośnie na nim jak na drożdżach. Serdecznie Wam dziękujemy za wybór imienia dla maluszka. Kłapouchy…
CZYTAJ DALEJ
Do adopcji wirtualnejSamiecWszystkie
24 czerwca 2020

Borys

Borys zaprasza do adoptowania go wirtualnie! Wykup rozpoczął wspólną podróż z Borysem. Potrzebuje stałego wsparcia. Dzięki temu opłacimy wizyty kowala (które są cykliczne i dożywotnie), oględziny weterynarza oraz utrzymanie (suplementacja,…
CZYTAJ DALEJ

Zobacz zasady ochrony danych osobowych CZYTAJ

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close