EKO KLUB
PayPal Wybierz kwotę darowizny:
20 zł
50 zł
100 zł



O empatii i nie tylko. Wywiad z Aleksandrą Jaszkiewicz

„Wiele osób naprawdę nie zdaje sobie sprawy, że koń gryzący, czy kopiący nie jest koniem złośliwym i leniwym, tylko najczęściej po prostu cierpiącym. Po wyraźnym wskazaniu źródła bólu, właściciel zaczyna rozumieć swojego konia i to jest pierwszy krok w dobrym kierunku”.

Aleksandra Jaszkiewicz jest zoofizjoterapeutką o dwóch specjalizacjach: fizjoterapii koni i małych zwierząt. Pracuje z końmi, psami oraz ludźmi w Polsce, Norwegii i Wielkiej Brytanii, gdzie prowadzi firmę: Jaszkiewicz Physio Clinic Ltd. Pełna serdeczności i uśmiechu od pierwszego kontaktu, z niezwykle piękną, bardzo podobną do naszej misją: niesienia zwierzętom ulgi, a także edukacji odpowiedzialnych właścicieli koni i jeźdźców. Czy konie mają jeszcze szansę na szacunek i pracę pozbawioną bólu i kalectwa? O tym miałam przyjemność porozmawiać z Panią Aleksandrą.

Jest pani zoofizjoterapeutką. Na czym polega Pani praca?

Moja praca, w ogromnym skrócie, polega na pomaganiu zwierzętom w zachowaniu sprawności oraz przywracaniu jej, jeżeli została utracona w wyniku np. wypadku, choroby czy podeszłego wieku. Pracuję z końmi oraz małymi zwierzętami, a także z ludźmi, jednak z tymi ostatnimi nie w tak szerokim zakresie, jak ze zwierzętami.

Jak rozpoczęła się Pani przygoda z końmi?

Zapewne nie będę oryginalna, ale jak chyba w przypadku większości weterynarzy czy też fizjoterapeutów pracujących z końmi, zwierzęta te zafascynowały mnie już w dzieciństwie. Zupełnie nie potrafię wytłumaczyć dlaczego były to akurat konie, zwłaszcza, że w mojej rodzinie nigdy nie było tradycji jeździeckich. Jako kilkulatka, całymi dniami przesiadywałam w stajni, wtedy też zaczęłam jeździć konno, a fascynacja tymi zwierzętami towarzyszy mi do dziś.

      
Co sprawiło, że zainteresowała się Pani fizjoterapią zwierząt?

Moje zainteresowanie fizjoterapią zwierząt stanowi wypadkową fascynacji potęgą fizjoterapii ludzkiej i chęci pomagania zwierzętom. W moim domu zawsze były obecne zwierzęta i nie wyobrażam sobie, żeby mogło ich nie być. Sama też byłam dzieckiem, które gdyby mogło, zaopiekowałoby się wszystkimi możliwymi stworzeniami i adoptowało każdego bezdomnego psa czy kota.

Fizjoterapią człowieka natomiast nasiąkałam od najmłodszych lat, gdyż zajmuje się nią moja mama. Często przychodziłam do niej do pracy i patrzyłam, w jak niesamowity sposób ćwiczeniami, masażem czy sprzętem rehabilitacyjnym można uchronić człowieka przed operacją, poprawić mu postawę, sprawić, że przestanie odczuwać ból. Odkąd do Polski wkroczyła fizjoterapia zwierząt, wiedziałam, że nie będę robić w życiu niczego innego. Zaczęłam od fizjoterapii koni, a następnie wyspecjalizowałam się również w leczeniu psów i kotów, równolegle pracuję także z ludźmi.
      
Czy zbyt wczesna i zbyt intensywna praca z końmi jest nagminna?

Niestety tak. Konie są zajeżdżane zdecydowanie zbyt wcześnie. Bardzo duża część właścicieli jest tym faktem zaskoczona, bo przecież trzylatki zwykle są w regularnym treningu, a poza tym „wszyscy tak robią”. Kręgosłup młodego konia jest bardzo miękki i plastyczny – kostnieje finalnie dopiero w wieku 6 lat, a niektóre jego struktury w 10 r.ż. Odkształcenia kośćca, których koń nabędzie za młodu, są nie do odrobienia w przyszłości. Z jednej strony właściciele są zdziwieni, że tak ogromna ilość koni cierpi chociażby na Kissing Spines Syndrome, w wyniku którego wyrostki kolczyste kręgosłupa zbliżają się do siebie, tworząc, wskutek ocierania się kości o siebie, stan zapalny i ogromny, często wyłączający zwierzę z normalnego użytkowania, ból, a z drugiej ci sami właściciele, mając w swojej stajni młode konie, rozpoczynają tzw. „robienie” ich do sprzedaży w zbyt młodym wieku.

Nieobciążanie młodego konia treningami nie jest fanaberią, tylko przejawem zdrowego rozsądku. Jeżeli do kogoś nie przemawia aspekt humanitarny skazania młodego konia na inwalidztwo, to znakomicie powinien do niego przemówić aspekt finansowy – utrzymanie takiego zwierzęcia jest po prostu kosztowne – prócz masaży i innych zabiegów stosowanych przeze mnie na bolące plecy, takich jak m.in.: sonoterapia, elektroterapia, magnetoterapia, laseroterapia itp., często zalecam konsultację z lekarzami weterynarii, z którymi współpracuję, w kwestii tzw. głębokiego ostrzykania itd. Gdyby nie przedwczesne zajeżdżanie i praca ponad siły, większości tych zabiegów można by uniknąć, pozostając jedynie przy regularnych, profilaktycznych masażach.
      
Osoba, która ma pod opieką konie, musi wiedzieć jak się nimi zajmować. Dotyczy to nie tylko sposobu żywienia czy częstotliwości wizyt kowala i weterynarza. Jaka jest świadomość wśród właścicieli koni, jeśli chodzi o pracę z nimi?

Ja akurat mam ogromne szczęście pracować z ludźmi świadomymi, gdyż takie osoby korzystają z moich usług. Często jednak, niestety, zdarza się, że właściciele błędnie rozumieją dobro konia. Nagminne jest przetrzymywanie koni w boksach, brak ruchu, przedwczesne zajeżdżanie. Koń, również sportowy, to przede wszystkim zwierzę, które powinno mieć ogromną ilość ruchu i towarzystwo stada. Nic zatem dziwnego, że najbardziej podatne na kontuzje, narowy czy depresję są konie spędzające większość czasu w boksie i pracujące od najmłodszych lat.

Coraz mniej na szczęście spotykane jest przekonanie, że fizjoterapia zwierząt to fanaberia. Powiększa się grupa ludzi świadoma tego, że jeżeli zwierzę wykonuje czynności niefizjologiczne - bo przecież żaden koń nie rodzi się z siodłem i jeźdźcem na grzbiecie - i narażone jest na przeciążenia, to naszym obowiązkiem, jako właścicieli, jest zapewnienie mu komfortu pracy, a nie skazywanie na ból i niewygodę.

Na forach internetowych o tematyce końskiej można znaleźć wiele dyskusji dotyczących tego, w jakim wieku powinien być koń, by móc rozpocząć z nim pracę. Zdania na ten temat bywały podzielone. Skąd właściciele koni mogą czerpać rzetelną wiedzę na ten temat?

Od osób, które dysponują rzetelną wiedzą na temat fizjologii koni – weterynarzy, fizjoterapeutów. Również tutaj zalecałabym zdrowy rozsądek – weterynarz weterynarzowi, a fizjoterapeuta fizjoterapeucie nierówny i to właściciel konia sam musi ocenić, komu zaufać i powierzyć swoje zwierzę. Zwłaszcza w tej branży - najtańszy nie znaczy najlepszy.

Każdy z nas, fizjoterapeutów, kto dysponuje dobrym sprzętem, rzetelnie się kształci i regularnie uczestniczy w szkoleniach, co jest niestety bardzo kosztowne, musi na tyle dobrze zarabiać, aby móc sobie na to pozwolić. Zawody medyczne wymagają ciągłego doszkalania się i inwestowania w siebie oraz sprzęt. Jeżeli właściciel zaprasza nas do swoich koni i liczy na najnowszą wiedzę oraz najlepszy sprzęt, to musi mieć świadomość, że zdobycie wiedzy na światowym poziomie oraz zakup nowoczesnej aparatury niezbędnej do diagnostyki oraz wykonywania zabiegów po prostu kosztują, zatem wizyta nie może być najtańsza.

Duże znaczenie ma nie tylko odpowiedni trening, ale również waga jeźdźca. Czy zdarzyło się Pani spotkać z sytuacją, gdy nie zostało to wzięte pod uwagę lub osoba, która poprosiła o pomoc, nie była świadoma, że jest to konieczne?

Tak, zdarza się, że w czasie, kiedy pomagam dopasować siodło, okazuje się, że właściciel z powodu swoich gabarytów ma problem z, kolokwialnie mówiąc, „zmieszczeniem się” w nim. Ogólnie rzecz ujmując, chodzi o to, że kiedy mierzę konia i zaznaczam ostatni kręg piersiowy, poza którym nie może znaleźć się siodło, właściciel stwierdza, że nie da rady usiąść w tak małym siodle, a trzeba mieć świadomość, że siodło leżące na części lędźwiowej kręgosłupa grozi okaleczeniem konia. Długość kłody „na oko” nie powie nam, gdzie może bezpiecznie znajdować się siodło. Wielokrotnie mierzyłam konie ogromne, które miały bardzo krótki odcinek piersiowy kręgosłupa, jak i całkiem nieduże, kiedy to na pierwszy rzut oka wyglądało, że nie ma tam zbyt wiele miejsca na siodło, po czym okazywało się, że jesteśmy w stanie umieścić na końskim grzbiecie panele całkiem słusznych rozmiarów.

Należy też pamiętać o tym, że koń i jeździec powinni być dopasowani zarówno pod względem wagi, jak i wzrostu. Zdarza się kupowanie dziecku konia niejako „na zapas”. Nie można jednak sadzać małego dziecka w za dużym siodle, na zbyt dużym dla niego koniu, ponieważ jest to szkodliwe dla młodego, rozwijającego się organizmu (miednica, kręgosłup), a dodatkowo dziecko nie jest w stanie prawidłowo korzystać z pomocy. Zdecydowanie częściej jednak zdarza mi się spotykać zbyt dużych i zbyt ciężkich jeźdźców w stosunku do gabarytów konia, niż tych za małych.

Trzeba również mieć świadomość, że nie tylko wymiary konia i jeźdźca wpływają na ich wzajemne dopasowanie. Duże rasy koni wcale nie mają, wbrew pozorom, mocniejszych kręgosłupów, gdyż wiele z nich było wyhodowanych po to, aby ciągnąć ładunek, a nie nosić ciężar na grzbiecie. Ogromne znaczenie mają też umiejętności techniczne jeźdźca oraz stan zdrowia i sprawności konia. 40-kilogramowe dziecko uczące się anglezować wyrządzi znacznie większe szkody końskim plecom, niż jeździec, który waży 80 kg, ale ma duże umiejętności, jest świadomy własnego ciała i ma spokojną rękę.
      
Jak wygląda praca z koniem w zaprzęgu? Jak byłoby dla koni najlepiej, a jak jest w rzeczywistości?

Jeżeli chodzi o pracę w zaprzęgu, to głównym problemem jest, oprócz zbyt ciężkiego ładunku, niedopasowana uprząż. Mam tu na myśli nie tylko fakt, że uprząż nierównomiernie rozkłada ciężar bryczki, ale i samą jej jakość. Zdarzało mi się widzieć uprzęże niezwykle twarde, z zadziorami, z opalonymi płomieniem nićmi drażniącymi skórę konia. Musimy pamiętać, że skóra konia jest delikatniejsza od ludzkiej i koń czuje każdą nierówność. Powoduje to, jeżeli nawet nie otarcia, to dyskomfort w czasie pracy. Nam też źle się chodzi w butach, w których jest piasek czy kamyk, mimo, że nie powodują one natychmiast widocznych ran na stopach.

Kolejną sprawą jest obiegowa opinia, że młodemu koniowi praca w zaprzęgu nie szkodzi, ponieważ nie obciąża ona kręgosłupa. Widywałam zdjęcia RTG koni, które zaczęły pracę w bryczce w wieku 2 czy 3 lat, a w wieku 4 lat są kompletnie niezdatne do pracy z powodu, wspomnianego już przeze mnie wcześniej, wystąpienia Kissing Spines Syndrome. Nie są to, niestety, rzadkie przypadki. Przypominam, że w skrócie można powiedzieć, że koń finalnie, z nielicznymi wyjątkami, kostnieje w wieku 6 lat. Proszę zatem zobaczyć, jak ogromne zniszczenia w końskim organizmie czyni zbyt wczesna praca, że zwierzę jeszcze na długo przed zakończeniem procesu kostnienia staje się zupełnie niezdolne do pracy; nazywając rzeczy po imieniu, staje się inwalidą.
      
W większych miastach tuż przy rynkach bardzo często widuje się dorożki, które przez miłośników koni są konsekwentnie piętnowane. Czy w Pani ocenie sposób opieki nad zwierzętami, które je ciągną, jest prawidłowy?

Myślę, że jest to zależne od konkretnego właściciela, jego świadomości i serca. Jedni właściciele dbają o swoje zwierzęta, inni traktują je jak maszyny do pracy. Jestem na pewno daleka od tego, aby wrzucać wszystkie sytuacje do jednego worka. Praca konia w dorożce jest taką samą pracą, jak pod siodłem. Koń jest zwierzęciem użytkowym i nie ma niczego złego w tym, że pracuje. Oczywiście wtedy, jeżeli nie wykonuje pracy ponad siły i robi to w dopasowanym sprzęcie oraz w odpowiednich warunkach (odpoczynek, pojenie, odpowiednia temperatura otoczenia itp.) – bez różnicy czy w dorożce, czy w szkółce jeździeckiej.

Natomiast skandalem jest dla mnie, że w dobie meleksów konie umierają z wycieńczenia na trasie czy też po zakończeniu sezonu sprzedawane są do rzeźni. Wszędzie są mądrzy właściciele, którzy kochają swoje zwierzęta, dbają o nie najlepiej, jak tylko można i wspólnie z nimi zarabiają na chleb, jak i ludzie, którzy wykorzystują zwierzęta do granic możliwości.
      
Czy uważa Pani, że ustawa o ochronie zwierząt zabezpiecza konie przed niewłaściwym użytkowaniem?

Niestety, jak widać z wiadomości, które każdego dnia serwują nam media – nie.
      
Gdyby Pani miała taką możliwość – co zmieniłaby Pani w prawie, aby chronić konie?

Zdaję sobie sprawę z tego, że prawo tworzące zakazy, których nie da się wyegzekwować, jest złym prawem i tym bardziej będzie omijane, zatem dla mnie najistotniejsza jest w tym przypadku edukacja. Nie da się wprowadzić zakazu pracy w źle dopasowanym siodle czy obowiązku padokowania, gdyż nikt nie jest w stanie takich zakazów wyegzekwować.

Prowadząc zajęcia edukacyjne dla dzieci czy instruktorów i trenerów, mam ogromną satysfakcję, że już sześciolatek potrafi sprawdzić, gdzie koń jest napięty oraz czy siodło jest prawidłowo dopasowane. Nawet dzieci są w stanie zauważyć, że koń jest zmęczony czy cierpi. Świadome, empatyczne dzieci, to świadomi i otwarci dorośli, przyszli właściciele koni. Tak więc zdecydowanie uważam, że najważniejsza jest edukacja. Wiele osób naprawdę nie zdaje sobie sprawy, że koń gryzący, czy kopiący nie jest koniem złośliwym i leniwym, tylko najczęściej po prostu cierpiącym. Po wyraźnym wskazaniu źródła bólu, właściciel zaczyna rozumieć swojego konia i to jest pierwszy krok w dobrym kierunku.

Biomechanika czy behawiorystyka to nie są mody, tylko kolejne kroki do tego, aby praca z człowiekiem była dla konia źródłem przyjemności i satysfakcji, a nie bólu. Konie, podobnie jak psy, bardzo lubią pracować z człowiekiem, pod warunkiem, że praca ta nie jest dla nich bolesna ani frustrująca. Oprócz weterynarzy i podkuwaczy, współpracuję zatem również z trenerami uczącymi jazdy zgodnej z biomechaniką oraz behawiorystami. To do nich odsyłam właścicieli, którzy nie mogą poradzić sobie z koniem i nagle okazuje się, że po odpowiedniej fizjoterapii, zmianie siodła i kontakcie z behawiorystą oraz trenerem, koń zaczyna pracować z przyjemnością. Taka wielowymiarowa praca, na wielu różnych płaszczyznach, jest dla mnie źródłem największej satysfakcji. Nic nie może równać się z metamorfozą, kiedy z konia, do którego nie daje się podejść, otrzymujemy łagodne, chętne do pracy zwierzę. Do każdego konia trzeba dotrzeć, dlatego też z ogromną przyjemnością otaczam się ludźmi, którzy są w tym najlepsi, a moi pacjenci korzystają z ich wiedzy i umiejętności.

Ogromna rola spoczywa na klientach szkółek jeździeckich oraz osobach korzystających z przewozów konnych. Jeżeli będą one swoimi wyborami wspierać osoby, które dobrze traktują zwierzęta, sam rynek zrobi resztę. Popyt kształtuje podaż - jeżeli nie będzie popytu na przeciążone wozy i zaniedbane konie w szkółkach, to firmy oferujące takie wątpliwe atrakcje po prostu przestaną istnieć.

Co do kwestii zaostrzenia prawa, to z całą pewnością kary za znęcanie się nad zwierzętami, zaniedbywanie ich, porzucanie, powinny być przede wszystkim nieuchronne i wymierzane bez zawieszenia, a same zwierzęta bezwzględnie i niezwłocznie odbierane. Do tego dodałabym obowiązek prac społecznych oraz zakaz posiadania zwierząt w przyszłości. Ktoś, kto jest okrutny wobec słabszych i zależnych od niego stworzeń, będzie okrutny także w stosunku do ludzi.


Czy sytuacja koni jest coraz gorsza, czy też zmienia się na lepsze?

Na pewno świadomość właścicieli koni jest coraz większa. Mamy fantastyczne szkolenia, dostępne również w Polsce, które poruszają tak istotne kwestie, jak: behawioryzm, poprawa dosiadu, nauka prawidłowego dopasowania siodła, podstawy masażu, pielęgnacji kopyt i wiele innych.

Ja akurat mam przyjemność pracować z bardzo świadomymi ludźmi, którzy chcą wiedzieć jak najwięcej, jednak zdaję sobie sprawę, że wielu właścicieli popełnia błędy, które wynikają ze zwykłej niewiedzy i nieznajomości końskiej fizjologii.
      
Czy w świecie, gdzie pierwsze skrzypce gra ekonomia, konie mają jeszcze szansę na to, by praca była nie tylko wyniszczającym, przykrym obowiązkiem, ale również dobrą zabawą, która nie odbywa się kosztem ich zdrowia?

Myślę, że jak najbardziej, ale znów wkraczamy na grunt edukacji. Bez empatii w relacjach czy to ze zwierzęciem, czy z człowiekiem, do niczego nie dojdziemy.
      
Gdzie w Pani ocenie sytuacja koni przedstawia się lepiej: w Polsce, Wielkiej Brytanii czy Norwegii?

Ponieważ pracuję zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i Norwegii, z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że tam bardzo dba się o zwierzęta. Przede wszystkim jednak w krajach tych zarówno zakup, jak i utrzymanie, a przede wszystkim leczenie psa, kota czy konia, są bardzo drogie. Najczęściej zatem, przy kupnie zwierzęcia, od razu się je ubezpiecza. Kary za porzucanie zwierząt są bardzo surowe, tak samo jak za znęcanie się nad nimi. Oczywiście, jak wszędzie, zdarzają się patologie, jednak z całą pewnością jest ich znacznie mniej, niż w Polsce.
      
Największym problemem w Polsce, jak sądzę, oczywiście prócz braku edukacji i zwykłych, ludzkich uczuć w stosunku do innej istoty żyjącej, jest brak bariery finansowej, jeżeli chodzi o zakup zwierząt, zwłaszcza koni. Mówiąc wprost i niestety brutalnie – konie w Polsce czy też hotele dla nich są po prostu względnie tanie, zatem wiele osób kupuje je bez świadomości, że kiedy zwierzę zachoruje, to należy liczyć się z wydatkami wielokrotnie przewyższającymi jego wartość. Właściciele nie wiedzą, że często nawet wartość siodła przewyższa wartość konia i nie są przygotowani finansowo na takie wydatki. Wszystko jest dobrze, kiedy zwierzę  jest zdrowe, problem zaczyna się wtedy, kiedy zaczyna chorować i za leczenie konia wartego kilka tysięcy złotych trzeba zapłacić w klinice kilkanaście, często bez gwarancji wyzdrowienia. Oczywiście, nie można generalizować, ponieważ wśród właścicieli koni, które otaczam opieką fizjoterapeutyczną, są i tacy, którzy bez wahania zaciągali kredyt na leczenie swojego przyjaciela. Niemniej jednak, podczas zakupu konia trzeba mieć świadomość, że utrzymanie go jest droższe niż psa, kota czy chomika i nie można liczyć na to, że zwierzę na pewno przez całe swoje życie będzie zdrowe. Mam wrażenie, że w Wielkiej Brytanii i Norwegii świadomość ta jest zdecydowanie większa niż w Polsce. Rynek ubezpieczeniowy jest tam bardzo rozwinięty i polisę kupuje się praktycznie zawsze razem z koniem.

Czy fizjoterapeuci dla koni są popularni za granicą? Czy często korzysta się z ich usług?

Fizjoterapia zwierząt za granicą jest czymś absolutnie normalnym, czymś, czemu nikt się nie dziwi. Powiedziałabym wręcz, że jest to tak oczywiste, jak zapewnienie koniowi dostępu do wody, siana czy weterynarza.
      
Co czeka konie, które są trenowane zbyt wcześnie i zbyt intensywnie?

Czeka je dokładnie to samo, co dzieci rozpoczynające zbyt forsowne do swojego wieku treningi – kontuzje, a następnie bolesne zwyrodnienia, z czasem uniemożliwiające normalne funkcjonowanie. U ludzi również rachunki za sport w młodym wieku, zwłaszcza ten wyczynowy, są wystawiane przez organizm w średnim wieku i na starość. To, że konie nie powiedzą nam o swoich dolegliwościach nie oznacza, że nie cierpią.
      
Jak konie reagują na przeprowadzane przez Panią zabiegi?

Bardzo różnie. To zależy zarówno od rodzaju zabiegu, jak i stanu konia oraz jego zachowania. Są konie, które mimo bólu stoją spokojnie i poddają się zabiegom bez sprzeciwu, a są też takie, z którymi praca jest znacznie bardziej wymagająca. Te mniej obolałe pokazują, że jest im lepiej, potrafią „podstawiać” pod dłonie najbardziej spięte miejsca, wyraźnie się rozluźniają, ziewają, zdarza się, że nawet przysypiają. Należy jednak wspomnieć, gdyż wielu właścicieli zdaje się o tym nie wiedzieć, że stopień zadowolenia konia podczas wykonywania zabiegu, nie jest żadną miarą poprawności i skuteczności wykonanego zabiegu. Często najskuteczniejsze zabiegi nie są dla konia przyjemne, z drugiej zaś strony część zabiegów inwazyjnych ma niewielką skuteczność. Decyzję odnośnie technik zabiegowych najlepiej zatem pozostawić fizjoterapeucie.

Co oznacza praca „w zgodzie z biomechaniką”? Jakie warunki trzeba spełnić, aby pracować w ten sposób?

Sformułowanie to oznacza, że pracuje się w poszanowaniu fizjologii i możliwości końskiego ciała, nie zmusza się zwierzęcia do ruchów, których fizycznie nie jest w stanie wykonać z powodu ograniczeń w jego ciele, nie stosuje się patentów, tylko dąży do tego, aby koń wykonał wszystko to, czego od niego wymagamy bez sprawiania mu fizycznego bólu i bez psychicznej przemocy.

Jako Fundacja mamy kontakt głównie z końmi, które ze względu na kalectwo lub choroby zostały skazane na rzeź. Czy Pani, jako fizjoterapeutka, często słyszy o tym, że właściciel chce sprzedać konia handlarzowi zamiast go leczyć?

Oczywiście, często o tym słyszę, jednak osoby, które oddają swojego konia na rzeź raczej nie korzystają też z pomocy fizjoterapeuty, zatem osobiście nigdy się z takim przypadkiem nie spotkałam. Właściciele zwierząt, z którymi pracuję, traktują je jak członków swojej rodziny i zapewniają im wszystko, na co tylko mogą sobie pozwolić. Zdarza się, że z powodu kontuzji, kiedy zwierzę nie może już służyć swoim grzbietem, wysyłają je na szczęśliwą emeryturę i robią wszystko, aby miało godne, spokojne życie do końca swoich dni.

Zdarza mi się także pracować z końmi, które zostały adoptowane z fundacji. Ich opiekunowie to wspaniałe, odpowiedzialne i bardzo świadome osoby - chcą dokładnie wiedzieć, co zwierzęciu dolega, zapewnić mu wygodne, dobrze dopasowane siodło i fizjoterapię, której tak bardzo potrzebuje koń „po przejściach” czy wykupiony z rzeźni.

Zdjęcia

ZAMÓW
NASZ NEWSLETTER

Bądź na bieżąco z tym, co się dzieje w świecie zwierząt, przyrody i ekologii. Zapisz się do naszego newslettera!

WYSZUKIWARKA

Czekają na Twój gest!
Waleria
Waleria
Waleria ma 20 lat. Ma też ropiejące rany na nogach - to gruda brodawczakowata. (...)
więcej
WESPRZYJ
Maniek
Maniek
Handlarz uchyla stare drzwi niewielkiej obórki, w powietrze wzbija się stado much. (...)
więcej
WESPRZYJ
Wiesiek
Wiesiek
Wiesiek. Tak po wiejsku. W zasadzie kiedyś co drugi koń był Wieśkiem albo Baśką - (...)
więcej
WESPRZYJ
Malina
Malina
Każdego dnia docierają do nas informacje o zwierzętach, nad którymi znęcali się (...)
więcej
WESPRZYJ
17 osiołków
17 osiołków
17 razy śmierć. 17 razy życie. Pierwsza śmierć będzie za nic. Za to, że się (...)
więcej
WESPRZYJ
Cypis
Cypis
Małego Cypisa znaleźliśmy tam, gdzie trafiają niechciane, zaniedbane, chore konie. U (...)
więcej
WESPRZYJ
WSZYSTKIE APELE

Fundacja Centaurus
ul. Wałbrzyska nr 6-8
52-314 Wrocław

kontakt@centaurus.org.pl
tel. 518 569 487 lub 518 569 488
PKO BP 15 1020 5226 0000 6002 0220 0350

Swift/Bic: BPKOPLPW
IBAN: PL15102052260000600202200350
Dla wpłat zza granicy i wpłat stałych (Raiffeisen Bank):
PL36 1750 1064 0000 0000 2257 6747 (wpłaty w PLN)
PL17 1750 1064 0000 0000 2257 6798 (wpłaty w EUR)
Jeśli chcesz zostać szybko poinformowany o wyniku akcji - podaj w tytule wpłaty dodatkowo swój nr telefonu. Zadzwonimy lub otrzymasz sms!
Dołącz do nas!

Tylko 1zł dziennie
Wspieram!


Zobacz zasady ochrony danych osobowych Zamknij powiadomienie