fbpx
ApeleObecnie ratowaneSamicaWszystkie

Antoni i Hanna Gucwińscy

21 lipca 2021 26 lipca, 2021 No Comments
WSTECZ

Starość może być piękna, ale nie musi. Państwa Gucwińskich pamiętam ze szklanego ekranu, z czasów, gdy jeszcze brak było efektów specjalnych i kolory na ekranie były mniej jaskrawe. Pani Hanna szła po schodach prawie 5 minut, na co dzień nie wychodzą już z domu. Zakupy podrzuca im szefowa pobliskiego sklepu. Na wiele rzeczy ledwo starcza z emerytury. A utrzymanie zwierząt jest kosztowne. To przez wiele lat nigdy się nie zmieniło.

Więcej

Przekaż darowiznę

wybierz kwotę

lub

Dokonaj darowizny z imieniem
ANTONI I HANNA
na PKO BP
15 1020 5226 0000 6002 0220 0350

Fundacja Centaurus
ul. Wałbrzyska 6-8, 52-314 Wrocław

Możesz pomóc
wysyłając SMS o treści WSPIERAM
pod numer 7412 (koszt 4,92 z VAT)
pod numer 7910 (koszt 11,07 z VAT)
pod numer 91950 (koszt 23,37 z VAT)
pod numer 92400 (koszt 29,52 z VAT)
i pobierając tapetę

Przekaż darowiznę

Pomóż pomagać – przekaż darowiznę PayPal

Moja historia

Macie czasem poczucie, że coś, o czym mówiono Wam całe życie, może być nieprawdą? Nie chodzi o to, aby wszystko podważać. Ale aby otworzyć się na to, że wszystko, co wiecie, może być inne, niż myślicie.

Jest rok 1971. Wychodzi emisja pierwszego odcinka „Z kamerą wśród zwierząt”. Serial będzie trwał 32 lata i obejmie 750 odcinków. Z ekranu o życiu zwierząt opowiadają Wam Hanna i Antoni Gucwińscy. On weterynarz, trzykrotna nagroda Złoty Ekran, medal KEN, Złoty Krzyż Zasługi, dwukrotnie Wiktor za osobowość telewizyjną, medal Włoskiej Akademii Nauk, medal Konrada Lorenza za działalność na rzecz ekologii, Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski, Oskar Dziecięcych Serc i Order Uśmiechu… to tylko część wyróżnień. Ale i tak nie o ścianę z medalami tu chodzi. Chodzi o układy, zmienność losów i to, co komu pisane.

Jest rok 2021. Ciepły lipiec. Zajeżdżamy pod stary, stary dom we wrocławskiej starej, starej dzielnicy. To jedno z tych miejsc, gdzie jeszcze rozpinają się nad domami korony drzew, a hałas miasta rozmywa się w otaczających parkach. Na dół nikt nie schodzi, byliśmy umówieni, więc wchodzimy sami, głośno informując, że dotarliśmy na miejsce. Po minięciu ogromnej, metalowej bramy trafimy do istnego tajemniczego ogrodu. Idziemy przez prawdziwą dżunglę po krętych schodach. Wita nas Hania Gucwińska, Pan Antoni ma przyjść za chwilę. Mijamy kury i koguta, którym Państwo Gucwińscy oddali część domu i ogrodu. Słychać papugi, Pani Hania kończy karmić żółwia, który ma niesprawne przednie nogi. Ktoś go podrzucił. Wzięli. Bo już kilka mają. Tu nie ma zdrowych zwierząt. Nawet myszy nie trują. Nie potrafią. „Niech sobie żyją”, mówi Pan Antoni, gdy dociera po 15 minutach z kubeczkiem z czekoladkami i herbatą.

Starość może być piękna, ale nie musi. Państwa Gucwińskich pamiętam ze szklanego ekranu, z czasów, gdy jeszcze brak było efektów specjalnych i kolory na ekranie były mniej jaskrawe. Pani Hanna szła po schodach prawie 5 minut, na co dzień nie wychodzą już z domu. Zakupy podrzuca im szefowa pobliskiego sklepu. Na wiele rzeczy ledwo starcza z emerytury. A utrzymanie zwierząt jest kosztowne. To przez wiele lat nigdy się nie zmieniło.

Poznaliśmy Hannę i Antoniego osobiście kilka lat temu. Przeczytali artykuł o ratowanym przez nas osiołku i przekazali na jego ocalenie kawał emerytury. Przyjechali też go poznać. Wtedy jeszcze wsiadali za kierownicę. Potem byliśmy u nich kilka razy, kupiliśmy jakąś karmę dla ptaków, posłanie dla psa. Dziś poprosili tylko, aby ostrzyc im starszego psa, którego przyjęli chwilę temu. Siedzimy, patrzymy na pomarszczone twarze dyrekcji wrocławskiego ZOO.

Jest rok 2006. Jedna z dużych organizacji pro zwierzęcych wytacza oskarżenie przeciwko Antoniemu jako dyrektorowi ZOO. O tej sprawie słyszała wtedy cała Polska. Chodzi o misia Mago.

Jeden z wywiadów pisze: „Miś do Wrocławia trafił z Tatr w 1991 roku. Jemu, jego rodzeństwu i matce groziło odstrzelenie. Zwierzęta karmione przez turystów kanapkami zbyt się spoufalały, zaczęły zaglądać do miasta, zagrażać mieszkańcom. Gucwińscy wtedy ratują im życie, przyjmując niedźwiedzią rodzinę do ogrodu. Sześć lat później Mago zostaje zamknięty w niewielkim betonowym bunkrze na tyłach ogrodu. Na wybieg wychodzi dopiero po dziesięciu latach. Gucwiński tłumaczył, że nie było innego wyjścia niż trzymanie misia w ciasnej klatce. Z wybiegu mógł uciec, a żaden inny ogród nie chciał go do siebie przyjąć. Sprawa trafiła na wokandę wrocławskiego sądu. Gucwiński odpowiadał za znęcanie się nad niedźwiedziem. Sąd dwóch instancji uznał, że dyrektor nie popełnił przestępstwa. Więził Mago, ale nie z premedytacją, tylko z konieczności. Sąd Najwyższy uchylił oba wyroki. Uwcześni włodarze miasta nie chcieli nigdy dać pieniędzy na wybieg dla Mago, jednak pieniądze znalazły się zaraz po zwolnieniu Antoniego.

Centaurus nie jest polityczny. Żyjemy obok, w szacunku do wszystkich i wszystkiego. Prywatnie wspierała nas każda władza. Nie chcemy wnikać w rzeczy, które wydarzyły się lata świetlne wstecz.

Nadszedł rok 2021, ciepłe lato. Państwo Gucwińscy trzymają kilkanaście starych koni na kilkudziesięciu hektarach. Mimo że ziemia nie ich, końmi się opiekują, mimo że mają prawie po 90 lat. Chwilę temu, w nocy, na działkę, gdzie stacjonowały konie, wjechał samochód z przyczepą. Jedna z lokalnych organizacji postanowiła w ten sposób odebrać byłej dyrekcji ZOO ich prywatnego konia, który był rzekomo zaniedbany. Organizacja odebrała konia w nocy. Koń został w nocy przetransportowany do kliniki, a Gucwińscy zostali ponownie pomówieni o znęcanie się. Organizacja, mimo ochrony danych osobowych, wszędzie opublikowała dane właścicieli, choć opiekunami koni byli już nowi włodarze ziemi, a Pani Hanna i Pan Antoni „jedynie” finansowali opiekę weterynaryjną i żywienie. Klinika, która przyjęła konia, zdecydowała o eutanazji ze względu na nowotwór, który zaatakował nogi konia. Jednocześnie jednak weterynarze poinformowali nas, że koń był w dobrej kondycji, a informacje o podawane przez organizację (np. odleżyny) robiącą interwencję były nieprawdziwe, i że w razie sprawy sądowej będą bronić dobrego imienia Gucwińskich. Poprosiliśmy również zaprzyjaźnionego weterynarza, żeby ocenił stan pozostałych koni w razie sprawy sądowej i praktycznie 90 procent koni, wedle obdukcji, jest w stanie rewelacyjnym mimo podeszłego wieku.

  • Tak wyglądają konie Państwa Gucwińskich i teren na którym przebywają

Do czego zmierzam. Nie nam oceniać, dlaczego tych dwoje spotkało się w życiu z takim osądem. O Misiu Mago nikt już więcej nie mówił. Jedni mówią, że został zastrzelony chwilę później, bo tam, gdzie został przekazany, wyskoczył z wybiegu. Inni znajdują jego imię w sieci jako niedźwiedzia, który zmarł w wyniku nowotworu. Nie traciliśmy czasu na dochodzenie, co dalej się wydarzyło. Pani Hanna nieśmiało uśmiecha się, gdy pytamy, czy chciałaby zobaczyć osła, którego pomogli uratować. Pyta też, czy nie moglibyśmy pomóc kupić trochę karmy dla ptaków, kotów i psów, może posłania i nowe terrarium dla kalekich żółwi. Mówi to tak cicho, że ledwo słyszymy.

Wychodzimy. Czujemy się zmieszani i zawstydzeni. Czy rolą organizacji pozarządowych jest wzrastanie na oczernianiu ludzi? Czy nie łatwiej było te kilkanaście lat temu zrobić zbiórkę na wybieg dla misia Mago, niż oskarżać kogoś o zaniedbanie, a jeśli już oskarżać, to czemu nie miasto, tylko dyrektora — bo przecież ogród był miejski, a prywatna osoba nie byłaby w stanie sfinansować takiej inwestycji? Tym bardziej że zaraz po zmianie dyrektora pieniądze się znalazły.

Czy dziś nie byłoby lepiej, i nie jest to rolą organizacji pozarządowej, aby wspierać i nieść pomoc, zamiast być sądem najwyższym tam, gdzie niewiele jest tej naszej wiedzy o stanie faktycznym?

Łatwo jest odebrać, skazać, nadużywać władzy i pozycji. Trudniej jest spojrzeć na sprawę obiektywnie, bez agresji własnej. Organizacja, która odebrała konia Gucwińskim, zadzwoniła do kliniki zaraz po uśpieniu konia i zabroniła udzielać komukolwiek informacji na temat stanu konia. Klinika odmówiła organizacji , ponieważ wedle kliniki koń ani nie stanowił własności rzeczonej organizacji która za właściciela się podawała, ani nie był w takim stanie, jakim organizacja go opisuje. Z takim kierunkiem sprawy weterynarze zwyczajnie się nie zgodzili nie chcąc popierać nieprawdziwych informacji i przyczyniać się do ich szerzenia.

My postanowiliśmy pomóc na miarę możliwości. Objęliśmy opieką 7 kucyków, które Państwo Antoni i Hanna przekazali nam na stałe utrzymanie, martwiąc się, co będzie z nimi, gdy zaniemogą. Są w bardzo dobrej kondycji, również te stare.

 

  • Tak wyglądają kuce przekazane nam przez Państwa Gucwińskich

Chcemy też pomóc w zakupie siana i słomy dla koni, remoncie wiaty dla nich oraz zakupić środki czystości do domu (bo jest obecnie bardziej domem zwierząt niż ludzi) i karmę dla zwierząt, które tam przebywają.

Na prośbę Państwa Gucwińskich, opłaciliśmy fakturę za diagnostykę, eutanazje i utylizację Beti.

 

Nie chcemy wnikać, bawić się w Boga i osądzać. Dlatego też tak rzadko spotkacie nas na interwencjach i w sądach. Wolimy robić co w naszej mocy, aby dać dobry przykład i móc pójść spać z czystym sumieniem. A potem obudzić się z wolą życia, nie zaś niszczenia tego, o czym często nie mamy pojęcia. Bo nie wszystko jest tym, czym być się wydaje. I zawsze możemy się mylić.

UZUPEŁNIENIE TEKSTU

W odniesieniu zaś do organizacji, która konia odebrała, a której nazwy mimo wszystko nie podajemy, i robimy to jedynie dlatego, że zależy nam na szerszym kontekście a nie skoncentrowaniu się na odbijaniu piłeczki.

W naszej ocenie należało wezwać weterynarza na miejsce, który w koniach się specjalizuje lub jednostkę, która w koniach się specjalizuje, i na miejscu dokonać choćby wstępnej oceny sytuacji. Być może organizacja (nawet nieświadomie, co mogło wynikać z niewiedzy) przysporzyła koniowi dużo więcej bólu i ogromu cierpienia ładując go na siłę na przyczepę w środku nocy i odrywając od stada w którym koń żył nieprzerwanie, w stanie pół dzikim, przeszło 20 lat. Przecież można było wezwać weterynarza na miejsce, zadzwonić do właściciela, porozmawiać, razem zdecydować co dalej. Tym bardziej, że pozostałe zwierzęta były w bardzo dobrej kondycji, więc zakładanie, że właściciel świadomie działa na szkodę konia, wydaje się bezzasadne. I ewentualnie podjąć decyzję o eutanazji konia na miejscu lub chociaż podać środki przeciwbólowe na czas transportu. Ale wtedy nie byłoby co napisać…

Co zatem miała organizacja na celu dokonując takiej medialnej akcji? Tak naprawdę to kwestia zwyczajnie pójścia w prawo lub w lewo – być może koń żyłby jeszcze kilka miesięcy, być może wcześniej zostałby uśpiony. Wszystko jest jednak kwestią granic, jakie sami ustalamy i zasad wedle których działa nasz świat. Można zdecydować żeby chory żył, lub poddać go eutanazji. W każdym przypadku decydujemy za tego zwierzaka, bo nigdy do końca nie wiemy czy gdyby mógł sam zdecydować wybrałby tę samą opcję. Chodzi tu o to, że jeśli zależałoby komuś na pomocy koniowi to po prostu, można było tej pomocy udzielić. Nie jesteśmy w stanie przyjąć faktu, że nocna akcja, transport konia na klinikę bez wcześniejszej oceny sytuacji przez specjalistę czy chociaż podania leków przeciwbólowych, podyktowana była dobrymi intencjami. Bo koń to nie pies czy kot, którego się weźmie na ręce i wniesie do samochodu. By wszedł do przyczepy, musiał zostać zmuszony do wstania, a przecież bolały go nogi i dlatego się kładł. I jak to tak? Do samochodu bez środków przeciwbólowych?

Warto też nadmienić, że koń, którego zdjęcia zostały zamieszczone był w dobrej kondycji żywieniowej, na prezentowanych zdjęciach nie miał również ran. Odleżyny u zalegających koni w takich temperaturach jak obecnie są, pojawiają się bardzo szybko (dotyczą one miejsc, gdzie kości są blisko skóry , czyli stawy łokciowe, guzy biodrowe, a w dalszej kolejności stawy skokowe i nadgarstkowe, pęcinowe oraz kość nad okiem). Na zamieszczonych zdjęciach koń nie miał w tych miejscach odleżyn. Co ewidentnie świadczy że nie zalegał od wielu dni.

Klacz Beti miała raka. Są dwie opcje. Albo usypiamy konia zaraz po diagnozie uznając ze wedle naszej wiedzy koń nie rokuje. Podkreślam, że to nadal tylko nasza wiedza, która jest ograniczona. I kończymy sprawę. Albo pozwalamy koniowi żyć dopóty dopóki wedle naszej wiedzy jest to humanitarne. Decyzja ta zawsze jest trudna i nigdy nie wiadomo czy moment jej podjęcia jest tym właściwym.

Co kluczowe dla sprawy, sprawdziliśmy ostatnie wpisy z interwencji tej organizacji, nie ma tam danych osób, którym odbierała zwierzęta. Wyjątek stanowi właśnie odebranie Beti od Antoniego i Hanny Gucwińskich, gdzie natychmiast podkreślono do kogo koń należał.

Organizacja skoncentrowała się, w naszej ocenie, na zrobieniu medialnego szumu, co postrzegamy jako karygodne i o ile rzadko mieszamy się w takie sytuacje, o tyle tym razem nie możemy i nie chcemy pozostać z boku, bo sytuacja jest bardzo symboliczna, a Państwa Gucwińskich poznaliśmy w wielu sytuacjach i nie uważamy ich za ludzi bezbłędnych, ale empatycznych i oddanych zwierzętom. Wbrew RODO organizacja podała natychmiast w pierwszym poście dane Państwa Gucwińskich i odwołała się do kontrowersyjnego wyroku sprzed prawie 10 lat, nie mając jednak za bardzo pojęcia o tym, o co wtedy chodziło w całej sprawie.

Cóż, wygodniej byłoby nam się w całą sprawę nie mieszać. Długo rozpatrywaliśmy temat, wszelkie za i przeciw. Jednak właśnie dlatego, że sprawa jest symboliczna postawiliśmy zabrać głos. W tych czasach trzeba być człowiekiem, mieć ludzkie spojrzenie i zrozumieć, że czasem pod pierzynką dobroci kryją się nasze niskie pobudki. Trzeba pamiętać też, że nawet najlepsi ludzie robią czasem nie najlepsze rzeczy. Ważne jest jak się z tym obchodzimy. Kluczowe jest dla nas tu zdanie, czy w całej ten akcji naprawdę chodziło o dobro zwierzęcia, czy o coś zupełnie innego? Ale to zostawiamy Państwu do oceny. Należy bowiem pamiętać, że każdy z nas jest takim samym błądzącym człowiekiem. Tak samo była dyrekcja ZOO, jak ludzie z rzeczonej organizacji, jak i my i każdy z Was. Ktoś mi kiedyś powiedział, że Anioły w tym są gorsze od ludzi, że ludzie mogą dążyć do doskonałości, a Anioły nie. I chyba w tym dążeniu właśnie piękno życia tu na Ziemi. Pozostawiamy wszystko Waszej refleksji.

Jeśli chcecie, i oczywiście możecie, prosimy, pomóżcie nam wesprzeć Hannę i Antoniego Gucwińskich. Wpłaty na rzecz środków czystości, akcesoriów i karmy dla zwierząt — można przekazywać na PKO 15 1020 5226 0000 6002 0220 0350 koniecznie z tytułem „Antoni i Hanna”.

Możesz wysłać SMS o treści WSPIERAM pod numer 7412 i pobrać tapetę (koszt 4.92 z VAT)

Możecie również wysyłać gotowe paczki, które hurtem im przekażemy. Jeśli ktoś z Was chciałby napisać również kilka słów, myślę, że teraz, u schyłku życia, będą one dla nich na wagę złota.

Adres do wysyłki:

„Antoni i Hanna”

Folwark Fundacji Centaurus

Szczedrzykowice 10, 59-230 Prochowice

Lista pilnych potrzeb:

  • terraria
  • pokarm dla papug i gołębi
  • karma dla kotów i akcesoria (żwir, kuwety itp)
  • karna dla psów (mokra i sucha) i akcesoriów
  • środki czystości

Za każdą pomoc bardzo Wam dziękujemy

Masz pytania? Zadzwoń 518 569 487 Karolina

Numery naszych kont bankowych

Fundacja Centaurus
ul. Wałbrzyska 6-8
52-314Wrocław

PKO BP 15 1020 5226 0000 6002 0220 0350
Dla wpłat zza granicy
Swift/Bic: BPKOPLPW
IBAN: PL15102052260000600202200350
Adres banku:
PKO BP Odział I we Wrocławiu
ul. Wita Stwosza 33/35
50-901 Wrocław

Dla wpłat zza granicy i wpłat stałych (Raiffeisen Bank):
PL36 1750 1064 0000 0000 2257 6747 (wpłaty w PLN)
PL17 1750 1064 0000 0000 2257 6798 (wpłaty w EUR)

Konto Eko Klubu Fundacji Centaurus
13 1020 5226 0000 6302 0398 3293

Przekaż Darowiznę

Wpisz dowolną kwotę darowizny na rzecz Fundacji Centaurus.

10 zł

Pomoże pokryć jeden posiłek dziennie dla konia pod naszą opieką.

50 zł

Pomoże pokryć koszty utrzymania i wyżywienia naszych podopiecznych
w folwarku.

100 zł

Pomoże zapłacić za awaryjną opiekę weterynaryjną dla chorego lub zranionego zwierzęcia domowego.

W razie pytań skontaktuj się z nami pod numerem +48 518 569 487

Czekają na Twój gest!

ApeleObecnie ratowaneSamica
27 lipca 2021

Celinka

Świst bata wygania z komórki karą Celinkę. Kuśtykając na trzech nogach, nerwowo nawołuje swojego źrebaka. Po chwili na podwórko wypada przestraszony maluszek i wtula małe chrapki w szyję mamy. Handlarz…
CZYTAJ DALEJ
ApeleObecnie ratowaneSamiec
27 lipca 2021

Ogryzek

Ogryzek wodzi smutnym wzrokiem po handlarskim podwórzu. Obce miejsce go przeraża. Czuje panikę i obezwładniający strach tych, które były tu przed nim, a których już nigdzie nie ma. Fetor stęchłego…
CZYTAJ DALEJ
ApeleObecnie ratowaneSamica
27 lipca 2021

Mirabelka

Mirabelka rodziła u handlarza. W ciasnej, dusznej oborze. Na stercie starego obornika. W asyście tysięcy brzęczących much. W akompaniamencie setek kopyt walących o trap ciężarówki jadącej do ubojni przywitała na…
CZYTAJ DALEJ
ApeleObecnie ratowaneSamiecWszystkie
23 lipca 2021

Cezar

Cezara na śmierć skazał właściciel. Miał dług wobec handlarza. Mimo upomnień nie spłacał go miesiącami. W końcu, by się uwolnić od natrętnego wierzyciela, zamiast pieniędzy, dał w rozliczeniu Cezara. Handlarz…
CZYTAJ DALEJ

Dziękują za Twoją pomoc

Do adopcji wirtualnejSamiecWszystkie
17 lipca 2021

Pudels

Kochani ❤️ ostatnia wolą jednego z naszych wspaniałych Ambasadorów, Andrzej Pudel Bieniasz Püdelsi, było zebranie funduszy na uroczystości pogrzebowej zamiast kwiatów - i przekazanie tych funduszy na wykup, transport i…
CZYTAJ DALEJ
Do adopcji wirtualnejSamicaWszystkie
2 lipca 2021

Kulka

Staruszka Kulka poszukuje Wirtualnych Opiekunów! Kulka to starsza, spracowana klacz, która potrzebuje odpowiedniej paszy i suplementów - miesięczny koszt jej utrzymania to 850 zł. Klacz można objąć częściową wirtualną opieką…
CZYTAJ DALEJ
Do adopcji wirtualnejSamicaWszystkie
1 lipca 2021

Maja

Maja i jej córeczka Malta zakwalifikowały się do adopcji wirtualnej! Dziewczyny rozglądają się za wirtualnymi opiekunami. Miesięczny koszt ich utrzymania to 800 zł. Maję i Maltę można objąć częściową wirtualną…
CZYTAJ DALEJ
Do adopcji wirtualnejSamiecWszystkie
11 czerwca 2021

Judym

Judym poszukuje Wirtualnych Opiekunów! Judym jest już po pierwszych badaniach. Przyczyną kulawizny są krzywe kopyta, cierpi także na bolesność kręgosłupa. Lekarz weterynarii podejrzewa także syndrom Wobblera. Judym potrzebuje opieki weterynaryjnej…
CZYTAJ DALEJ

Zobacz zasady ochrony danych osobowych CZYTAJ

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close