YOOtheme
Niedziela, 5 Wrzesień 2010
Bursztyn - bezpieczny PDF Drukuj Email
Wpisany przez Weronika   
Poniedziałek, 05 Kwiecień 2010 14:18

25.04.2010

Bursztyn jest już w domu tymczasowym.

Załadunek malucha na przyczepę, z pomocą Dr Kozioła, odbył się spokojnie i bez żadnych nieprzyjemnych przygód. Bursztyn zapoznaje się już ze śliczną zieloną łąką. Zapraszamy do krótkiej fotorelacji.

 


 

21.04.2010

 

Ogromne podziękowania w kierunku wszystkich tych, którzy wsparli leczenie Bursztyna.

Koń lada dzień zostanie przewieziony do Pani Agnieszki, która ma już w adopcji dwa nasze konie. I stamtąd będzie mu poszukiwać domu adopcyjnego.

Lek wet Sebastian Kozioł był jedynym weterynarzem, który w środku nocy, mimo odległości i urlopu, nie odmówił pomocy źrebakowi. Wcześniej obdzwoniliśmy parunastu weterynarzy lokalnych, na próżno. Będąc setki kilometrów od Wyszogrodu, wykonaliśmy masę telefonów.

Do Sebastiana Kozioła dodzwoniliśmy się w okolicach północy - odebrał i od razu wyruszył do Wyszogrodu. Był ostatnim telefonem, który postanowiliśmy wykonać. Innych już po prostu nie było.

Dziś Bursztyn ma się znacznie lepiej, w sobotę będzie miał zdejmowane szwy i od razu zostanie, przy asyście lek wet Sebastiana Kozioła, wprowadzony na przyczepę i przetransportowany 50 km do domu tymczasowego.



Wszystkim dziękujemy raz jeszcze za odzew, w tym ogromne podziękowania dla Gazety Wyborczej, Ekspressu Płockiego i Tygodnika Płockiego za pomoc w nagłośnieniu tych wydarzeń.

 

 

 

 

 

 

Oto jego historia

Bursztyn

2 kwietnia o godzinie 20 zadzwoniła do nas pani Ania, szlochając do słuchawki opowiedziała nam smutną historię swojego Taty, który kochał konie jak nikt inny. Po jego śmierci chciały z mamą sprzedać konie, ponieważ gdy zabrakło Taty nie dawały sobie rady z opieką nad zwierzętami. Kiedy o 18.30 przyjechał kupiec zabrać konie, doszło do nieszczęścia. Kiedy wprowadzano Bursztynka na przyczepę źrebak nie chciał wejść, był bardzo niespokojny i podenerwowany. Nagle tak bardzo się spłoszył, że ruszył do przodu i uderzył głową w wystający zawias przyczepy. Wyglądało to bardzo źle - wszędzie było dużo krwi. Kupiec Bursztynka odjechał i Pani Ania z mamą zostały same ze źrebakiem, który bardzo cierpiał. Zadzwoniły do weterynarza i poprosiły o pomoc, ten jednak po dotarciu na miejsce stwierdził, że koń nadaje się tylko do rzeźni lub do uśpienia. Nie zadał sobie nawet trudu aby podać mu coś uspokajającego i przeciwbólowego, po czym …odjechał. Pani Ania wiedziała, że nie może się poddać i zrezygnować z walki o życie Bursztynka przez wzgląd na pamięć po swoim ojcu. Wtedy zadzwoniła do nas. Od razu wiedzieliśmy, że nie możemy zostawić tych ludzi bez pomocy, a przede wszystkim konia, który cierpiał.

Zorganizowanie całej akcji było dla nas trudne ponieważ działamy na terenie Wrocławia, Zielonej Góry i Torunia, a do wypadku doszło miedzy Warszawą a Płockiem. Zaczęliśmy dzwonić do weterynarzy, którzy pracują na tamtym terenie. Wykonaliśmy ponad 10 telefonów – bezskutecznie – nikt nie chciał przyjechać do cierpiącego stworzenia. Zapadła więc decyzja, że musimy za wszelką cenę zawieźć konia do kliniki do Warszawy jeszcze tej nocy, ponieważ rano mogłoby być już za późno. Zorganizowaliśmy transport, wszystko było już ustalone, zastanawialiśmy się tylko czy Bursztyn przeżyje samą podróż .Wtedy zadzwonił do nas lekarz z kliniki i podał numer telefonu do lekarza, który miał być naszą ostatnią szansą. Doktor Kozioł wysłuchał nas mimo późnej pory i mimo właśnie rozpoczynającego się urlopu. Postanowił, że przyjedzie najszybciej jak tylko się da. Na miejscu zdecydował, że konia należy natychmiast operować!

Diagnoza: rana szarpana i cięta okolicy przedniego kąta oka, uszkodzenie kości szczękowej i kości łzowej. Weterynarz przeprowadził operację w spartańskich warunkach. Przy operacji pomagali ludzie, którzy przyjechali zawieźć Bursztynka do kliniki. Pani Ania zorganizowała wszystko najlepiej jak potrafiła. O godzinie 1 na ranem Doktor zakończył operację. Jesteśmy pozytywnie zaskoczeni postawą Doktora, który zadał sobie wiele trudu i pomimo ogromnego zmęczenia tego dnia nie odmówił pomocy. To niezwykłe, że są jeszcze tacy ludzie.

Doktor Kozioł jest naszym bohaterem!

Bursztyn czuje się trochę lepiej. Ma usunięty skrawek kości i wiele szwów na głowie. Kolejne dni będą decydujące – nie wiemy czy udało się ocalić jego wzrok. Pani Ania postanowiła, że przekaże konia Fundacji Centaurus - chce żebyśmy znaleźli dla niego dom. Po takim cierpieniu pragnie tylko aby trafił w dobre ręce. Jednak aby Bursztyn mógł poprawnie żyć i funkcjonować potrzebna jest rehabilitacja i kosztowne leczenie. Rokowania są średnie, konieczne są codzienne wizyty weterynarza, podawanie antybiotyków, pilnowanie, aby nie wdała się infekcja.

 

Na razie trwa walka malucha.

 

Jeśli chcesz, pomóż ocalić Bursztynowi wzrok i życie, możesz dokonać wpłaty z tytułem

BURSZTYN

na konto:

Fundacja Centaurus

PKO BP SA
ul. Borelowskiego 53/2
51-678 Wrocław
15 1020 5226 0000 6002 0220 0350

 

Numery telefonów do kontaktu z Fundacją:

Dominika 518 569 488

Ilona 518 569 487

 

Bursztyn dzień po operacji


Bursztyn w dniu wypadku



 

Zmieniony: Czwartek, 29 Lipiec 2010 18:56