YOOtheme
Niedziela, 5 Wrzesień 2010
FC pomaga wysluzonemu hodowcy koni - wraz z OHP PDF Drukuj Email
Wpisany przez Cyprian   
Piątek, 11 Grudzień 2009 11:07
Parę miesięcy temu zostaliśmy poproszeni o pomoc przez sąsiednią gminę oraz
Związek Hodowców Koni w Lubuskiem, aby wesprzeć ich działania mające na celu
wsparcie dla Pana Zygmunta, niegdyś świetnego hodowcy i znawcy koni rasy
wielkopolskiej, a dziś 78 letniego staruszka.
Pan Zygmunt mieszka samotnie i samotnie opiekuje sie stadkiem koni. Opiekuje na
tyle co potrafi, wiec opieka ta mocno kuleje od wielu lat. LZHK udalo sie
namowic jakis czas temu Pana Zygminta, aby sprzedal kilka koni, ale na tym
stanelo.
Konie nie maja biezacej wody, pojone sa raz na jakis czas ze starej beczki, do
ktorej dziadek nosi wode widrami. Nieuzywane praktycznie pastiwsko ogrodzone
jest rozwalajacymi sie żerdziami. Ale konie prawie nawet tego pastwiska nie
widuja - Pan Z. twierdzi, ze one lubia spac - i to musza najczesciej robic, bo
pozamykane w malych komorkach na kilkuletnim gnoju nie widza w ogole swiata.
Konie sa zdziczale,
Dlaczego nikt nie chce odebrac Panu Zygmuntowi owych koni ? Bo moze to typowo
polskie. I tak by bylo najlatwiej. Ale te konie to cale zycie Pana Zygmunta.
Zyje tylko dla nich. Nawet gmina przyznala, ze przeciez to tez "czlowiek".

Fundacja Centaurus postarala sie wiec pomoc, aby choc troche ulzyc temu
staruszkowi. Zakupilismy wąż do wody i kilka poteżnych kast, ktore
poustawialismy w "boksach". Kupilismy kilka par porządnych wideł i szpadli,
grabie oraz inne sprzęty. Probowalismy tez połapać koniska, częśc sie udało,
cześć niestety jeszcze nie. Pokupowalismy kantary i lonże.
I co najważniejsze, z ogromna pomocą wychowanków Ochotniczego Hufca Pracy
Wschowa (po raz kolejny, wczesniej OHP Wrzesnia!) wybralismy obornik (ponad 2
metrowy) z kilku pomieszczeń, co bylo nielada problemem, bo był ubity jak beton.
Chłopaki jednak dzielnie sobie poradzili. Opłaciliśmy szczepienia i odrobaczenia
koni (pasty podawane na tysiac sposobów, bo nie do kazdego koniska dało sie w
ogóle podejść), był również kowal.

Pan Zygmunt z początku był wobec nas bardzo nieufny, ale na koniec doszło juz do
propozycji matrymonialnych dla naszych działaczek. Ze względu na dobro wspólne i
dbałosc o wzajemne relacje - zadna propozycji nie przyjęła ;-) Kilka cieplutkich
obiadów uczyniło z nas juz najwiekszych przyjaciół, nie mówiąc o radości jaką
staruszkowi przyniosły, bo pewnie rzadko jada cos ciepłego.

Oczywiscie było to działanie jednorazowe - mamy dziesiatki własnych koni pod
opieka, przy ktorych musimy na stale pracowac, wiec tu moglismy pomoc tylko
doraznie. Na pewno bedziemy do Pana Zygmnuta zagladac. I taka refleksja sie
nasuwa na zakonczenie - rozejrzyjcie sie wkoło. Na pewno nie kazda akcja pomocy
zwierzakom bedzie tak spektakularna jak te ktore wdzieliśmy w telewizji. Ale
czesto tam, gdzie najmniej szumu - potrzebna jest ogromna pomoc najbardziej. I
nie zawsze trzeba isc na latwizne i dzialac radykalnie - czasem wystarczy pomoc,
troche sie wysilic. Bo prawdziwa bieda nie lubi kamer i swiatel, prawdziwa bieda
sie czesto wstydzi.
 
Zmieniony: Piątek, 11 Grudzień 2009 11:09